niedziela, 19 czerwca 2011

O tym, co pies jeść powinien, a czego nie strawi.

Karmienie psów to oczywiście temat na osobną książkę, ja chciałabym tylko zwrócić Waszą uwagę na pożądane dla psiego zdrowia produkty i te klasyfikowane jako śmieciowe.
1. Karma. Nie trzeba nikomu długo tłumaczyć, że nie ma TANIEGO DOBREGO jedzenia. Zbilansowana karma jest droższa o wiele od chappi czy pedigree. Ja używam akurat Royal Canin, ale w literaturze polskiej i zagranicznej bardzo polecana jest Eukanuba. Dobrych karm jest szeroka gama (nie będę wymieniać bo po pierwsze nigdy nie miałam z nimi do czynienia, po drugie od czego są google i sklepy dla zwierząt :P). Dobrą karmę można poznać po tym że nie znajdziecie jej na półce w supermarkecie tylko musicie się po nią bujnąć do sklepu o profilu zoologicznym :). Oczywiście, jeśli "na podtrzymanie" raz na jakiś czas zaserwujecie swojemu psiakowi chappi to nic mu się od tego nie stanie, jednak trzeba pamiętać że długotrwałe stosowanie tej karmy spowoduje spustoszenie w organizmie Twojego psa. Karma ta ma źle dobrane składniki odżywcze - zamiast z mięsa składa się z przetworzonych kopyt i skóry.... nie ma cudów - jak coś jest tanie to na pewno nie dlatego że producent dba o Twoją kieszeń ( jak nie wierzysz - poczytaj etykietkę parówek z netto - na pewno w składzie nie znajdziesz mięsa :P). Pies po pedigree itp będzie miewał problemy gastryczne, niedobory witamin, szybko zorientujecie się o tym, gdyż mocniej zacznie wypadać sierść. Warto o tym pamiętać, gdyż pięknymi przekonującymi reklamami tej właśnie złej karmy jesteśmy bombardowani na codzień i nikt tam nie mówi o tym, że ta karma jest bardziej szkodliwa niż przydatna.

2. Czeklada. Pies nie może jeść czekolady. I to jest często ignorowany przez nas fakt, wydaje mi się że dzieje się tak dlatego, iż kojarzymy czekoladę z otyłością. Myślimy sobie że skoro damy mały kawałek to przecież pies nam nie utyje. Jednak nie tędy droga. Pies nie może jeść czekolady, gdyż jest dla niego toksyczna - kakao, z którego produkuje się czekoladę zawiera substancje teobromminę. Najwięcej zawiera jej oczywiście czekolada gorzka. Pies nie potrafi przyswajać tej substancji, zalega mu w organizmie zanieczyszczając go, gdyż pies nie jest w stanie jej przetworzyć.  Jest to naprawdę realne zagrożenie - uważaj aby twój pies nie chłapnął ze stołu zostawionego przez Ciebie opakowania czekolady. wyliczono że 15 gramów (paczka ma 100g) czekolady może zabić takiego pieska jak chihuahua. Paczka czekolady dla średniej wielkości psa jes sdawką śmiertelną.

CZEKOLADA JEST ZDROWA DLA CZŁOWIEKA ALE TOKSYCZNA DLA PSA.

3. Jajka, ser biały.  Ser jest pełnowartościowym białkowym pokarmem i można nim nawet zastęować mięso. Z jajkiem trochę ostrożniej postępujmy. Dla szczeniaka świetnym dodatkiem może być żółtko z jajka w formie surowej lub ugotowanej - jest to full zestaw wszystkiego co organizmowi potrzeba do szcześcia,, jak na przykład lipidy. Ale nie za często 1-2 razy w tygodniu. Doskonałym źródłem wapnia jest skorupka z jajka - ale przetrzyj ją dokładnie żeby nie poranić przełyku pieska.

NIGDY NIE PODAWAJ PSU SUROWEGO BIAŁKA - NISZCZY WITAMINY Z GRUPY B W ORGANIZMIE.

4. Mięso. Nie podawaj psu smażonego mięsa, a już na pewno nie polewaj psiej karmy  wysmażonym tłuszczem "dla smaku" - uszkadza wątrobę, może doprowadzić do rozstroju żołądka. Bezpieczniej jest podawac psu mięso gotowane, jeśli dajesz surowe to upewnij się że jest świeże. Nie podawaj psu narządów - płucek, nerek, serca - gdyż zawierają szkodliwe dla psa fosforany, tylko mięso z polędwicy, karkówki itp.

5. Kości. Cielęce i wołowe są dozwolone raz na jakiś czas, a w zasadzie to nawet bardzo wskazane- w końcu to naturalne źródło wapnia. Wieprzowe nie bo są za twarde i mogą tamować jelita, w konsekwencji doprowadzić do skrętu jelit niebezpiecznej dla życia psa. Kości z kurczaka tez są złe bo rozpadają się na ostre igły i mogą uszkodzić układ pokarmowy psa. Generalnie uważam że podawanie kości jest dla ludzi o mocnych nerwach bo prawda jest taka że zawsze mogą stanąć psu w gardle i spowodować niepotrzebną tragedie. A jeszcze dodam, że kości cielęce kupowane w supermarketach są często czyszczone jakimiś detergentami czy czymś tam, żeby ładnie wyglądały. Nie polecam też jakichś takich mieszanek dla psów - są to skrawki mięs często obłożonych przyprawami podrażniającymi układ pokarmowy naszego psa i nie zawsze świeżymi. Mięso mielone z kolei jest siedliskiem szybko namnażających się bakterii więc świeżo kupione podawać trzeba natychmiast.

6. Orzechy włoskie. Przeczytałam że powodują wzrost flory grzybiczej układu pokarmowego. NIE.

7. Pamiętaj, aby w misce znalazły się jakieś ugotowane warzywka np marchewka, bo zawierają błonnik, który usprawnia układ pokarmowy psa ( i nasz też! ;>). A jak nie dasz to podje sobie trawki i też będzie dobrze :P
Buraki. Są bogate we fruktooligosacharydy, czyli rodzaj umiarkowanie fermentującego włókna będącego pożywką dla pożytecznych szczepów bakteryjnych zasiedlających jelita, zapobiega rozwojowi szczepów chorobotwórczych bakterii.

8. Leki przeciwbólowe. NIE - paracetamol jest toksyczny!Nie podawaj psu ludzkich leków bez konsultacji z wetem.

9. Czosnek i cebula - zawierają substancje, która niszczy czerwone krwinki, co prowadzi dalej do anemii.

10. Grzyby - nie! Bo sie nauczy i będzie wsuwać jakieś trujące muchomory czy purchawy rosnące pod balkonem.


poniedziałek, 13 czerwca 2011

Syndrom Napoleona.

Małe psy są wśród nas :) Szczerze powiem, że nigdy wcześniej nie pomyślałam, że wielkość psa robi jakąś specjalną różnicę. Mój bokser należał do psów średniej wielkości, bostonka jest zdecydowanie mała, więc jest skala porównawcza. Wszystko wygląda inaczej. Człowiek chodzi po mieszkaniu patrząc pod nogi - czy aby nie zaplącze się gdzieś i na nią nie nadepnie, wsypuje do miski małą garstkę karmy i zastanawia się czy nie dostanie skrętu kiszek, wywróci się popchnięta w zabawie to nerwowo obmacuje się ją, czy aby wszystkie kości pozostały w jednej części, patrzy się też uważniej zanim usiądzie się na fotel. Są też lepsze strony - galeria handlowa? Czemu nie - pod pachę i można iść razem :) Podwórko, na które pies ma zakaz wstępu - idealne, można przysiąść i udawać matkę z dzieckiem :P Masz wrażenie, że zasady dotyczące właścicieli psów "godnej" wielkości przestają Cię jakoś obowiązywać.

Zawsze uważałam, że najpopularniejsze małe pieski Yorki są absolutnie nieznośne, gdyż robią wszystko na co tylko mają ochotę, jazgoczą nieustannie i szarpią się do butów przechodniów, rowerzystów itp. Rzadko widzę też te pieski spuszczone ze smyczy, tak jakby właściciel absolutnie nie był pewien tego czy panuje nad swoim maluchem. Teraz już wiem że wynika to z faktu że małe pieski rozwijają niesamowite prędkości...
Wydaje mi się, że większość problemów z małymi pieskami wynika z faktu, że ludzie sami je ignorują - przynoszą do domu a one żyją własnym nieokiełznanym życiem - bo przecież po co szkolić takiego malucha, co on może narozrabiać. Okazuje się, że może dużo - taki rozjuszony maluch potrafi dokonać zniszczeń podobnych w skutkach do przejścia tornada :)

Ale o co chodzi z tym syndromem Napoleona? Otóż mówi się  o nim w odniesieniu do ludzi, jednak ja postuluję, aby odniesienie takie stosować do zwierząt, gdyż pasuje im o wiele bardziej. W przypadku ludzi teoria ta jest już stopniowo obalana przez kolejne badania. Jak wiemy Napoleon był nienazbyt imponującej  postury człowiekiem, ale przy tym był wspaniałym reformatorem, charyzmatycznym przywódcą, a w opinii niektórych tyranem i agresorem.... Te cechy też weszły do charakterystyki syndromu Napoleona. Mali ludzie w przytoczonej teorii mają niższe poczucie wartości, bardziej muszą się starać aby utrzymać swoje dobre samopoczucie i dobrą ocenę swojej osobowości, ponieważ muszą bardziej się starać, aby zasłużyć na respekt ze strony innej osoby. Często też efektem tych starań jest nadmierne zwracanie na siebie uwagi. Ludzie wysocy w pierwszym kontakcie są uważani za bardziej kompetentnych, rozgarniętych i godnych zaufania, co oczywiści zmienia się wraz z zapoznaniem bliższym tej osoby. Wtedy już postrzeganie jest po prostu obiektywne i właściwe, jednak wiele niskich osób żywi podświadomie urazę do osób, które w pierwszym kontakcie potraktowały je ignorancko. Zatem gdy mówimy o syndromie Napoleona u ludzi, w dużej mierze chodzi tu o ich  emocje związane z odbieraniem przez nich swojej rzeczywistości. Ludzie niżsi byli do niedawna uznawani za prowodyrów bójek - jednak jak pokazują nowe badania to wysocy męzczyźni szybciej tracą cierpliwość. Tłumaczy się to zjawisko tak, że gdy widzimy niskiego pojedynkującego się człowieka to po prostu właśnie jego wzrost przykuwa naszą uwagę rozważamy to i dochodzimy do wniosku że pewnie chce nadrobić swój wzrost natrętnym, agresywnym zachowaniem.

O ile zatem syndrom Napoleona nie do końca jest stosowny do charakteryzowania ludzi, o tyle w świecie zwierząt chyba może sprawdzić się całkiem nieźle przeprowadzono nawet pojedyncze eksperymenty i stwierdzono że mniejsze mieczniki atakują częściej niż większe, ale też prawie nigdy ich nie zwyciężają. W świecie zwierząt wszystko jest prostsze, bardziej przewidywalne. 

Wracając do psów uważam, że małe psy są naprawdę dzielne. Muszą stawiać czoła światu który patrzy na nie z góry - wszystko jest większe, a jednak one znalazły świetny, przebiegły sposób na to, aby kręcił się wokół nich - urok osobisty:) Nikt się ich nie boi, zatem znajdują się w centrum zainteresowania, każdy pragnie ich dotknąć, ale nikomu nie chce się szorować za nimi na kolanach po podłodze i co się wtedy dzieje? Bierzemy je na ręce. Teraz już z najniższego szczebla są na o wiele wyższym poziomie niż inne psy - teraz to one patrzą z góry na świat (i w dalszym ciągu są urocze - a złe duże psy są odganiane najczęściej, żeby nie straszyły małego słodyczka :P).

Ja staram się brać małą na ręce  tylko jeśli jest to konieczne, nie za często w każdym razie. Mam nadzieję zapoznawać ją z dużymi psami (ale narazie takiego jeszcze nie spotkałyśmy :P). Wydaje mi się, że najgorsze co można zrobić to pośpiesznie brać na ręce malucha, gdy zbliża się pies i popadać w ucieczkę, jak robi wiele osób. No i cóż więcej - korygować złe zachowania tak samo jak większych psów konsekwentnie. Jednym słowem postuluję o równouprawnienie małych i dużych psów! Jeśli nie będziemy dla nich dobrymi przewodnikami stada wyrosną z nich mali Napoleonowie, którzy zawładną Waszym domem.

Mały nie znaczy nieszkodliwy! 
Pozdra

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Mamo, tato - kupmy sobie wilka!

Jako że jestem  w maksymalnym stresie, związanym z oczekiwaniem na wynik ostatnich egzaminów, które nie poszły mi zbyt dobrze postanowiłam wysmarować jakąś notkę, aby nie myśleć o jutrze. W moich nogach drzemie sobie Majeczka, która z każdym dniem sprawuje się coraz lepiej (już mogę usiąść i zająć się sobą przez chwilę:P). Jak zwykle tematów w głowie mam kilka ale może zajmę się tym, który zainteresował mnie już jakiś czas temu, mianowicie o zastanawiającej mnie modzie na posiadanie psów mających silnie ugruntowany pierwotny instynkt i wygląd wilka, a także innych drapieżnych zwierząt z grupy psowatych. Do grona domowych pupili dołączyły wilczaki, szakale, krzyżówki psów dingo oraz na przykład śpiewający pies z Nowej Gwinei, który nawet został uznany przez United Kennel Club (UKC), który jest przecież druga największą organizacją kynologiczną na świecie.

Zarówno wilk, jak i pies dingo mogą krzyżować się z psami domowymi, w wyniku czego rodzi się płodne potomstwo. Sytuacja obu jest nieco inna, gdyż o ile wilk pozostał dzikim psowatym, o tyle dingo jest jedynie wtórnie zdziczałym psem domowym. Cechą zdecydowanie różniącą oba psowate jest fakt, że u psa dingo obserwujemy, iż reaguje na ludzkie sygnały, rozpoznaje gesty.
Jak się okazuje znalazły się osoby, które uważają, iż posiadanie w domu dzikiego psa jest trendy i robi wrażenie. Oczywiście wiele osób jednocześnie nie bardzo zdaje sobie sprawę, ze można rozpatrywać psychologię naszego psa domowego na podstawie psychologii stada wilczego, ale rozpatrywanie psychiki wilka w oparciu o nasze doświadczenia  z psami domowymi będzie zgubne - bo to pies domowy wyewoluował z wilka a nie na odwrót... Różnicę miedzy nimi najlepiej określa wierszyk Jean de la Fontaine'a (naśladowany później przez Adama Mickiewicza) pt "pies i wilk". Zaczerpnełam stamtąd często przytaczany cytat powiedziany przez wygłodniałego wilka zdziwionego tym że pies zgadza się na ograniczenie jego wolności w zamian za dawane jedzenie:

"Lepszy w wolności kęsek lada jaki
Niźli w niewoli przysmaki"(Mickiewicz) lub

"- Przywiązują! zakrzyknął wilk. - A więc nie biegasz swobodnie, gdzie tylko zapragniesz?
- Nie zawsze, ale jakie to ma znaczenie?!
- Dla mnie to znaczy więcej niż wszystko inne w świecie. I za tę cenę zostawiam ci twoje jedzenie, a nawet największe skarby."
No właśnie  - przywiązują. A teraz pytanie, co się dzieje, gdy zamyka się takiego dzikiego psa w domu/ na podwórku:
1. Dzikie psowate to zwierzęta terytorialne - sądzę że wprowadzenie jakiegokolwiek zwierzęcia/obcego człowieka może skończyć się źle. Po terytorium wilka nie można sobie łazić jak tylko nam się podoba.
2. Karmienie psowatego karmą dla psów skończy się dla niego tragicznie, bo układ pokarmowy psa domowego mocno się rożni od mięsożernego dzikiego zwierzęcia.
3. Śmiem twierdzić że skoro zwykły York jest w stanie zdominować całe rodziny z wielkim sukcesem, tym bardziej zrobi to tak silny psychicznie dziki psowaty - niebezpieczna może się okazać każda próba wymierzenia mu kary, skorygowanie go - bo o ile York nie jest aż tak przywiązany to pozycji przywódcy, o tyle w stadzie wilka hierarchia jest ponad wszystkim - próba zamachu na przywództwo przewodnika stada spotyka się z surową reakcją - nie zdziwiłabym się gdyby człowiek został zakładnikiem własnego psa.
4. Nawet nie wyobrażam sobie zniszczeń jakie poczyni nasz dziki zwierz gdy zamkniemy go w domu samego - co jak co, ale przemierzanie terytorium to podstawa bytowania watahy - patrolować ją znaczy przetrwać na swoim terenie( pies zrobi zatem wszystko aby wydrzeć się z zagrody).
5. Chodzenie na smyczy - blahahahahaha
(wspomniałam że to Amerykanie gustują szczególnie w tych wilczych hybrydach?? :P)
6. Myślę, że można przygotować od razu sporą kwotę na odszkodowania, które będziemy płacić właścicielom wielu pożartych puchatych małych piesków "upolowanych w ferworze burzących się hormonów".
7. Przytulanie, mizianie i długotrwałe głaskanie skończy się dotkliwym pogryzieniem spowodowanym agresją wywołana przez atak paniki zwierzęcia - zbyt długi kontakt fizyczny ( nie daj boże z obcym człowiekiem!) jest niepożądany.
8. Czyszczenie uszu, kąpiel - blahahahahahahahahahahahahahaahahahhahahaha

Uważam, że trzymanie takiego psa jest zawsze zagrożeniem dla osób trzecich, nie mówiąc już o zwierzętach. Nawet jeśli osoba ma szeroką wiedzę na temat rasy to trzeba zwrócić uwagę że nie ona jedna będzie miała z tym psem do czynienia, oczywiście możemy założyć sytuacje idealną, że będzie żyć sama bez dzieci, rodziny, przyjaciół zapraszanych do domu - tylko nie wiem czy tak się da i czy naprawdę warto rezygnować ze wszystkiego żeby mieć dzikie zwierze w domu... którego jeszcze będzie budzić w nas samych grozę jak dobrze pójdzie :P

Temat jak zwykle jest rozległy, ale wydaje mi się właściwe jeszcze rozróżnić jednak wilczaki od reszty dzikich bestii :), gdyż Wilczaki Czechosłowacki i holenderski Saarlooswolfhond, mimo ze przypominają wilka wyglądem, to charakter ich jest już niejako utemperowany i selekcjonowany pod względem użytkowości i współpracy z człowiekiem (służą jako psy przewodnicy!). Nazywane są często psami rodzinnymi - co tylko potwierdza zanik dzikich instynktów u tych psów. Ciekawa jest historia czeskiego wilczaka, który jest krzyżówką wilka i owczarka niemieckiego (celem było ulepszenie wytrzymałości, węchu oraz stróżujących predyspozycji owczarka). Niestety okazało się, że psy wykorzystywane w straży granicznej zbyt mocno przywiązywały się do jednego właściciela, a gdy strażnik się zmieniał traciły całkowicie swoją użyteczność - pewnych konsekwencji naszych manipulacji naturą nie da się przewidzieć.

Jeśli chodzi o prawdziwego wilka, to wydaje mi się, że jest to gatunek ginący i każde postępowanie z nim jest dokładnie uregulowane rozporządzeniami Ministra właściwego do spraw ochrony środowiska, gatunek ten znajduje się także na liście CITIES (zamieszczonej w Konwencji o handlu ginącymi gatunkami) w związku z tym dobra wiadomość dla wszystkich przyszłych właścicieli wilków - nie musicie tak się głowić co trzeba zrobić, żeby dostać wilka i czy zmieści się w kawalerce - wszystko łącznie z przestrzenią którą trzeba mu zapewnić znajdziecie w prawie :).

Rozporządzenie Ministra środowiska z 16 kwietnia 2003 (załącznik do nr 99, poz. 916 z 4 czerwca 2003) dotyczące minimalnych warunków przestrzennych i hodowlanych dla przetrzymywania zwierząt oraz warunków niezbędnych dla prowadzenia reprodukcji poszczególnych gatunków lub grup zwierząt.

Okazy tych dzikich zwierzaków trzeba zdobyć w odpowiedniej procedurze tylko z rąk uprawnionego pośrednika, okaz musi być zarejestrowany, a właściwy do prowadzenia rejestru jest starosta (nuuuuuudy:P)

Wspomniałam wcześniej o śpiewającym psie z Nowej Gwinei, jest to rasa należąca do psów pierwotnych, blisko spokrewniona z psem dingo, również wyhodowana przez człowieka z upływem czasu po prostu zdziczała. Pieski te mają dosyć kocie ruchy o co charakterystycznego można o nich powiedzieć to to że umieją chodzić po drzewach dzięki specjalnie wykształconym łapkom. Rasa ta została nawet zaakceptowana przez UKC. Z niezbyt wiarygodnego źródła (ale zawsze jakieś!) wiem że jest około 100 zarejestrowanych udomowionych osobników tej rasy na całym świecie.

Jeśli chcesz poznać przedsmak tego, jakby ci się współegzystowało z dingo zacznij od ras psów, które przecież zostały wyhodowane z nich właśnie. W Polsce już bez większego problemu można znaleźć na pewno jakaś hodowle Australian Cattle Dog czy też Australian Stumpy Tail Cattle Dog. Jeśli chodzi o ACD to są długowieczne - zanotowano, że pies tej rasy żył 29 i pół roku! Psy tej rasy mają na tyle dużo krwi dzikich psów australijskich, że na pewno Was nie rozczarują swoim charakterkiem. A jeśli mimo wszystko chcecie dingo to podobno czasem w zoo są wyprzedawane.

Robi sie późno więc czas kończyć posta, szkoda bo pewnie wiele jeszcze możnaby tu napisać...
Chcielibyście mieć dingo na swojej kanapie :D ?

piątek, 3 czerwca 2011

Mam w domu "potwora" :)

Przyszedł ten dzień, którego oczekiwałam już od ponad miesiaca. Wczoraj dołączyła do nas nowa członkini naszej rodzinki  - Maya (wcielenie jakiejś diabelskiej energii - niech nie zwiedzą Was pozory!). Jest u mnie niespełna 24 godziny, aa po prostu ledwo żyję (głownie ze stresu, że coś sobie zrobi).

Pierwszą przypadłością jaka wzbudziły we mnie pewien lęk była czkawka (krótkotrwała na szczęście!) - no ale zasięgnęłam trochę info i okazuje się że nie ma się raczej czym martwić, gdyż u szczeniaków ( do roku życia nawet)  to dosyć normalne - zachłystują sie po prostu powietrzem, gdyż chcą zrobić 5 rzeczy naraz i nazbyt się ekscytują różnymi sytuacjami.

CZKAWKA U SZCZENIAKA TO NIC STRASZNEGO ( ALE ZWRÓĆ UWAGĘ CZY MALUCH NIE NAJADŁ SIĘ JAKICHŚ NIEPOŻĄDANYCH SUBSTANCJI LUB CZY NIE MA ROBAKÓW - TO TEŻ MOGĄ BYĆ POWODY!)

MASAŻ BRZUSZKA POWINIEN ROZWIĄZAĆ SPRAWĘ.

Kolejnym niepokojącym zachowaniem jest, że młoda gryzie sobie łapki, tak lekko wprawdzie - mam nadzieje ze to kwestia za długich pazurków, nie stresu, niektóre faktycznie trzebaby podciąć, więc będę musiała się tym zająć chyba.

Przyznam, że nie pamiętam w ogóle czasów, kiedy moja poprzednia suka była szczeniakiem ( bo sama byłam szczeniakiem). Nie wiem zatem na ile zachowania Mayki są normalne... strasznie też przeżywam każdy jej oddech czy dźwięk, który wydaje.
 Ogólnie mam wrażenie, że jest jej ciągle zimno, w ziemie bez kubraka się nie obejdzie, optymalnym miejscem jest dla niej przestrzeń pod kołdrą :P w zasadzie w ogóle nie musi tam być powietrza :P

Głowię się również nad rozwiązaniem sytuacji jej spania - póki co wygląda to tak, że zasypia tylko wtulona we mnie/opcjonalnie mamę, tatę. Póki co myślę że to bierze się z tego, że wcześniej przebywała ciągle ze swoja mamuśką, ale zdaje sobie jednocześnie sprawę z tego, że trzeba tą pępowinę stopniowo przeciąć w najbliższej przyszłości, gdyż będzie to preludium do problemów z pozostawianiem jej samej w domu.

Młoda jest dosyć dzielna, ładnie chodzi na smyczy (ringówce! - jestem zachwycona). W zasadzie ma na szyi tylko taką luźna pętlę i sama idzie lekko wodzona tym sznureczkiem. Ładnie reaguje na moje "tszyyyyt", którym staram korygować sięjej złe zachowanie.

Martwi mnie nieco, że ma nawyk podnoszenia wielu śmieci, roślinek, drewienek, które znajduje na swojej drodze - obawiam się że coś zeżre niedobrego ( na tszyyyt wypuszcza z pyska, więc liczę że jakoś damy radę się tego oduczyć).

Ogólnie posiadanie szczeniaka jest dość stresujące dla mnie, bo czuję, że to wielka odpowiedzialność (nie wyobrażam sobie jak musi wyglądać wychowywanie niemowlaka!).
Ale...jak to moje szczenie pachnie....aż nie chce się go odkładać..:)

poniedziałek, 23 maja 2011

Klonowanie psów - poznajcie Snuppiego :)

Szukając informacji na zupełnie inny temat, znalazłam (w mojej ocenie) ciekawe artykuły, które natchnęły mnie do napisania tego posta. Możliwe, że wszyscy dawno już o tym słyszeli - ale może okaże się, że i Wy dowiecie się teraz czegoś nowego. Chciałabym w przyszłości zdawać egzamin asystencki i w związku z tym musiałam trochę zainteresować się genetyką, mimo iż przeczy to trochę z moim jakże humanistycznym wykształceniem. Generalnie genetyka nie należy do tematów łatwych nawet dla osób w tym kierunku się kształcących, w związku z czym muszę sobie wszystkie fakty z tej tematyki rozkładać na części pierwsze. Najprzyjemniej przyswajalne są oczywiście ciekawostki,
a jakoże nasza znajoma blogerka  Bayoo :) jest szczęśliwą posiadaczką Afgana to nie mogłam pominąć milczeniem faktu, iż pierwszą sklonowaną rasą jest właśnie Chart Afgański, a stało się to 3 sierpnia 2005 r.( w 8 lat po sklonowaniu owieczki Dolly). Dokonał go zespół koreańskich naukowców pod kierownictwem Wu Sook Hwanga z Uniwersytetu w Seulu. Pierwsze dwa pieski urodziły zastępcze matki Labradorki - przeżyło jedno szczenie, gdyż drugie zdechło w wyniku powikłań zapalenia płuc, jemu właśnie nadano chlubne imię Snuppy ( skrót od Seul National Uniwersity Puppy). Hwang - który urósł do rangi bohatera narodowego pogrążył się, gdyż w 2006r. został oskarżony o defraudacje  pieniędzy i oszustwo w badaniach nad klonowaniem ludzkich zarodków - tylko Snuppy był wynikiem rzetelnych badań naukowych.

I teraz uwaga! genetyczna ciekawostka na dziś: "psie komórki jajowe potrzebne do klonowania  są uwalniane z jajnika do jajowodu na wcześniejszych etapach rozwoju niż u innych ssaków."

PSY SĄ UWAŻANE ZA JEDNE Z NAJTRUDNIEJSZYCH DO KLONOWANIA SSAKÓW.

Klonowania dokonano metodą transplantacji jąder komórkowych pochodzących z komórek ucha psa do  niezapłodnionych komórek jajowych, z których usunięto ich własne jądra. Przy stosowaniu  tej metody często czytamy o użyciu komórek z ucha psa, gdyż jak się okazuje jest to miejsce występowania najliczniej fibroblastów - komórek właściwych tkanki łącznej możliwych do hodowli i namnażania " in vivo".
Badacze sklonowali również czarną Labradorkę o imieniu Marine - która z 92% skutecznością wykrywała raka jelita grubego. Naukowcy zauważyli też świetne wyniki w wykrywaniu czerniaka skóry przez psy. Najlepiej sprawdzają się w tym Labradory i Portugalskie Psy Wodne.

PSY MAJĄ WĘCH OKOŁO 1000 RAZY BARDZIEJ CZUŁY NIŻ CZŁOWIEK.

W 2008 r. tą właśnie metodą sklonowano po raz pierwszy na skale komercyjną psa pewnej Amerykanki amerykańskiego pitbulla uratowanego przez nią ze schroniska (rasa nie jest uznana przez FCI) - pies ten uratował jej niegdyś życie, stając w jej obronie podczas ataku mastifa. Klonowanie udało się aż za dobrze Pani  Bernann doczekała się aż pięciu kopii swojego obrońcy:) Przyjemność taka kosztowała ja 50 000 dolarów i jest niejako ceną promocyjna, gdyż początkowo szacowana była na 150. 000 - ta "obniżka" ma być niejako zachęta dla kolejnych zdruzgotanych odejściem swoich psów właścicieli.

Komercyjne klonowanie psów wykorzystano tez przy namnażaniu psów wykorzystywanych w Korei przez służby celne - zapotrzebowanie na psy wykrywające substancje wybuchowe jest ogromne w związku z jakże realnym zagrożeniem terrorystycznym.
Z technicznego punktu widzenia sklonowanie naszego pupila jest możliwe już dziś - pytanie wciąż aktualne pozostaje tylko czy nas na to stać? Jaka by ta odpowiedź nasza nie była, prawda jest, że do koreańskich naukowców już ustawiła sie długa kolejka chętnych - pierwszeństwo mają jednak klony użytkowych psów służących ukochanej demokratycznej republice! Trzeba zaznaczyć, że możliwości nie są nieograniczone - w 2006 r. naukowcy twierdzili że są w stanie wyprodukować 30 psów, na 2010 r. hucznie zapowiadali że możliwe będzie zwiększenie tej liczby nawet do 200.

W 2009r. opracowano nowa metodę klonowania - z wykorzystaniem tkanki tłuszczowej. Naukowcy tłumaczą że komórki te są bardziej podatne na zabieg transplantacji - skuteczność wzrasta nawet o 20 %, czyli przy wcześniejszej 25 % -owej skuteczności brzmi to całkiem obiecująco dla potencjalnych klientów.
 Co sądzicie o sklonowaniu sobie własnego pupila ( przy założeniu że macie jakieś 150 000 zł na zbyciu- bo tyle to chyba jakoś wyjdzie)? Wierzycie, że zwierzę będzie dokładnie takie jak przedtem?

Ja uważam, że nawet najkochańszego psa nie sklonowałabym - bo to zabiera chyba trochę radości z naszego życia, tego nieznanego, które oferuje nam nowy zwierzak. Śmierć jest częścią naszego życia więc powinniśmy to uszanować. Oczywiście skoro technika daje nam takie możliwości powinniśmy z nich korzystać i zachować do klonowania komórki wszystkich ras psów - żeby kiedyś mogły pomóc na przykład w odtworzeniu ginącej rasy albo w zachowaniu pewnych użytkowych, wybitnych, niezbędnych cech danego zwierzęcia. Z drugiej strony wszystko jest dla ludzi - jeśli kogoś na to stać czemu nie... pewnie sama nie odmówiłabym gdyby ktoś mi zaoferował z powrotem moją sunie..

Biotechnika mknie do przodu nieubłaganie, pomyśleć że wszystko zaczęło się od eksperymentów na psim kle...

czwartek, 19 maja 2011

Cesar Millan - lekarz psiej psychiki?

Oglądacie Zaklinacza? Na początku powiem, że moja przygoda z Zaklinaczem psów rozpoczęła się najzwyklej w świecie :P - włączyłam National Geographic i obejrzałam jeden odcinek, drugi no i podobał mi się coraz bardziej. Uzależniłam się totalnie i chętnie oglądam kolejne odcinki po dziś dzień. Urzekła mnie postać Cezara jako człowieka, który spędził z psami tyle czasu, że oddaje ich mimikę w tak bezbłędny  i jednocześnie przezabawny sposób. Oglądanie oglądaniem  - wiadomo, program ma wysoki budżet, stoi za nim ogólnoświatowy megapopularny kanał tv, w związku z tym widzowie muszą dostać to czego pragną - trochę wrażeń, trochę edukacji no i oczywiście humor i pozytywny przekaz. Program wydaje mi się, że spełnia te wszystkie kryteria.
Sięgnęłam również po pierwszą książkę Cezara no i przeczytałam jednego wieczora ( szału nie robią - już lepiej obejrzeć program, bo Cezas na okrągło powtarza to samo - stay calm, assertive and balanced :))
Moje zainteresowanie jego osobą doprowadziło do tego że postanowiłam poczytać o nim, jako o człowieku i generalnie wygooglować trochę info o nim :) - no i się zaczęło. Szczerze powiem że zdziwiła mnie fala krytyki, którą przeczytałam w internecie na jego temat. Zastanowiłam się nad merytorycznymi wypowiedziami zarówno polskich, jak i zagranicznych internautów. Zarzuty zwolenników pozytywnego szkolenia psów dotyczą głównie stosowanej przez niego metody przywództwa. Cezara krytykuje się za stresujący sposób oswajania zwierząt z ich lękami, wielu internautów oskarża go niemalże o okrucieństwo - ale jeśli ja miałabym wyrazić swoje zdanie na ten temat to wydaje mi się, że to duża przesada - fakt, rozumiem, że te jego praktyki, polegające często na rzuceniu psa na głęboką wodę, czyli konieczność stawienia czoła lękowi może wydać się wyczulonym osobom nieco nazbyt stresująca dla psa, mogą nieco przytłaczać - jednak mi się wydaje że ważny jest też efekt końcowy - mianowicie przyjęcie przez psa określonego stanu rzeczy za normalny i bynajmniej (przynajmniej na wizji) pies jest zadowolony - odzyskuje równowagę umysłu, traci dawną niepewność. Najważniejsze jednak jest to, z jakimi psami Cezar nieraz pracuje - takimi, które nie dostały pomocy ani od treserów ani od behawiorystów. Nawet jeśli nie zgadzamy się z niektórymi praktykami Cezara, uważam, że trzeba mu oddać to, iż wniósł jedną dobrą rzecz do naszego życia - mianowicie zwrócił naszą uwagę i rozpowszechnił konieczność zrozumienia psiej psychologii - wiadomo, że nie odkrył Ameryki swoimi przemyśleniami - jednak moc telewizji jest większa niż specjalistycznych poradników kynologicznych. I jeśli dzięki temu ludzie mogą niechcący oglądając telewizję dowiedzieć się o tym, że ich pies nie jest np ich dzieckiem/ zabawką -  to ja się cieszę, że ten program istnieje. Tak a propos tych amerykańskich sposobów postrzegania psa to dodam taka dygresyjkę, że najśmieszniejsze są wypowiedzi właścicieli w stylu:

"Cezarze, oglądaliśmy wszystkie twoje programy, ale nie wpadliśmy na to, że trzeba wyprowadzić psa na spacer ." :P

Myślę że program uczy tez odpowiedzialności w dobieraniu psa, pokazuje jak ważne jest aby rehabilitacja porzuconych często psa odbywała się już na etapie pobytu psa w organizacja ratujących zwierzęta (gdzie u nas jest miejsce na takie działania :( organizacje pożytku publicznego ledwo wiążą koniec z końcem).
W związku z emisją programu Cezara w Ameryce wzrosła liczba pogryzień przez psy ( takie są badania) - to również jest zarzucane Millanowi - tą kwestię zrzuciłabym jednak na poziom intelektualny Amerykanów  - którzy jak uczy doświadczenie miewają czasem problemy z odróżnieniem tego co widza w telewizji od tego, co jest możliwe do spełnienia w rzeczywistości :P

Chciałam jeszcze powiedzieć, iż mimo że jestem wielce wyczulona na dobre traktowanie zwierząt to zanim nie poczytałam forów internetowych nie uderzyło mnie nigdy jakoś specjalnie żeby Cezar źle traktował zwierzęta w czasie programu - jego praktyka wydaje mi się podobna trochę do dwóch róznych podejść do dzieci: jedni mówią że jeśli dziecko się czegoś boi to powinno stawić czoła lękowi, inni że ok - skoro się boi to trudno nie musi przecież np latać samolotem skoro się boi wysokości. Kto ma racje? Nie wiem, wiem tylko że zarówno człowiek z lękiem wysokości, który skoczy z bungee może do końca życia mieć koszmary z tym związane, jak i mogę sobie wyobrazić taką sytuację, w której  zalękniony człowiek może do końca życia czuć się niespełniony/gorszy/słaby gdyż zabrakło mu siły żeby stawić czoła lękowi - sytuacje są różne, a Cezar dobrą metoda czy nie pomógł setkom psów, które pewnie zostałoby uśpione. A jeszcze dodam że wydaje mi się iż Cezar pracuje często z przypadkami tak zdewastowanych psychicznie psów, którym żadne metody pozytywne nie mogą pomóc - bo to nie ten poziom! Ile można ignorować psa który jest tak wystraszony, że chciałby się schować przed samym sobą... Wydaje mi się że przy skrajnie zniszczonych psychicznie psach metody pozytywne nie mają racji bytu - nie dlatego że są złe tylko dlatego, że nie po to je wymyślono by zajmować się takimi przypadkami. Metody pozytywne są w 100 % skuteczne wobec psów naszych domowych, kochanych, hodowanych - wszyscy popełniamy  błędny, które czasem moga doprowadzić do pewnych złych, niepreferowanych zachowań - ale te zachowania wymagają jedynie korekcji.

Na koniec pragnę powiedzieć, że nie chcę aby ten post był odebrany jako pean na cześć Cezara Millana, ale bardziej jako protest na absolutną, bezwzględną krytykę skierowaną w stronę jego metody - bądźmy obiektywni i oddajmy mu czasem to, że wiele wniósł w dziedzinie świadomości ludzi o obcowaniu z psem, ja osobiście byłabym mu wdzięczna tez za zwrócenie mojej uwagi na to jak wielkie znaczenie ma moje zachowanie na psychikę psa i jak wiele złych zachowań psa bierze się tylko i wyłącznie z winy jego własnego właściciela.

Kończąc ponownie:) dopiszę jeszcze, zabawną anegdotę z życia Cezara - mianowicie w zeszłym roku się rozwiódł ze swoją wieloletnią żoną Ilusion, którą czasem  mogliśmy oglądać w Zaklinaczu, która uargumentowała swoją decyzję tym, że miała dość tego, iż Cezar spędzał większość czasu chodząc po mieszkaniu na kolanach, szczekając i obwąchując swój tyłek, pomieszkiwaniem 74 psów w ich mieszkaniu. Najbardziej wkurzała ją jednak obsesja Cezara na punkcie kosmetyków do twarzy:) - Cezar większość czasu, który nie spędzał z psami spędzał medytując w maseczce na twarzy :P:P
Tym pozytywnym zabawnym akcentem zakańczam wpis i wszystkich i pozdrawiam!

uffff....

W związku z pojawieniem się tematu Victorii Stillwell w komentarzach, dla chętnych jeszcze zamieszczam link, gdzie można aktualnie obejrzeć jej program (bo nie jest to łatwe, żeby go znaleźć jak zauważyłam :P Zdaje się, że reklamowali ją też niedawno na animal planet (albo HD), kiedyś odcinki były też dostępne na www.vod.onet.pl - ale nie udało mi się za bardzo już ich tam znaleźć teraz).

http://www.veoh.com/watch/v1090245qEpfrdbG/imotd

niedziela, 15 maja 2011

Ringówki, łańcuszki, żmijki i inne takie :)

W ramach prowadzonego przeze mnie wywiadu środowiskowego na potrzeby artykułu napiszcie czy mieliście do czynienia z którąś wersją ringówek podczas wystawiania Waszych psów i jakie macie spostrzeżenia na ich temat.

Modlę się o dłuższą chwilkę, żeby wpisać jakiś nowy post, ale trzeba bronić pracę magisterską!