Oglądacie Zaklinacza? Na początku powiem, że moja przygoda z Zaklinaczem psów rozpoczęła się najzwyklej w świecie :P - włączyłam National Geographic i obejrzałam jeden odcinek, drugi no i podobał mi się coraz bardziej. Uzależniłam się totalnie i chętnie oglądam kolejne odcinki po dziś dzień. Urzekła mnie postać Cezara jako człowieka, który spędził z psami tyle czasu, że oddaje ich mimikę w tak bezbłędny i jednocześnie przezabawny sposób. Oglądanie oglądaniem - wiadomo, program ma wysoki budżet, stoi za nim ogólnoświatowy megapopularny kanał tv, w związku z tym widzowie muszą dostać to czego pragną - trochę wrażeń, trochę edukacji no i oczywiście humor i pozytywny przekaz. Program wydaje mi się, że spełnia te wszystkie kryteria.
Sięgnęłam również po pierwszą książkę Cezara no i przeczytałam jednego wieczora ( szału nie robią - już lepiej obejrzeć program, bo Cezas na okrągło powtarza to samo - stay calm, assertive and balanced :))
Moje zainteresowanie jego osobą doprowadziło do tego że postanowiłam poczytać o nim, jako o człowieku i generalnie wygooglować trochę info o nim :) - no i się zaczęło. Szczerze powiem że zdziwiła mnie fala krytyki, którą przeczytałam w internecie na jego temat. Zastanowiłam się nad merytorycznymi wypowiedziami zarówno polskich, jak i zagranicznych internautów. Zarzuty zwolenników pozytywnego szkolenia psów dotyczą głównie stosowanej przez niego metody przywództwa. Cezara krytykuje się za stresujący sposób oswajania zwierząt z ich lękami, wielu internautów oskarża go niemalże o okrucieństwo - ale jeśli ja miałabym wyrazić swoje zdanie na ten temat to wydaje mi się, że to duża przesada - fakt, rozumiem, że te jego praktyki, polegające często na rzuceniu psa na głęboką wodę, czyli konieczność stawienia czoła lękowi może wydać się wyczulonym osobom nieco nazbyt stresująca dla psa, mogą nieco przytłaczać - jednak mi się wydaje że ważny jest też efekt końcowy - mianowicie przyjęcie przez psa określonego stanu rzeczy za normalny i bynajmniej (przynajmniej na wizji) pies jest zadowolony - odzyskuje równowagę umysłu, traci dawną niepewność. Najważniejsze jednak jest to, z jakimi psami Cezar nieraz pracuje - takimi, które nie dostały pomocy ani od treserów ani od behawiorystów. Nawet jeśli nie zgadzamy się z niektórymi praktykami Cezara, uważam, że trzeba mu oddać to, iż wniósł jedną dobrą rzecz do naszego życia - mianowicie zwrócił naszą uwagę i rozpowszechnił konieczność zrozumienia psiej psychologii - wiadomo, że nie odkrył Ameryki swoimi przemyśleniami - jednak moc telewizji jest większa niż specjalistycznych poradników kynologicznych. I jeśli dzięki temu ludzie mogą niechcący oglądając telewizję dowiedzieć się o tym, że ich pies nie jest np ich dzieckiem/ zabawką - to ja się cieszę, że ten program istnieje. Tak a propos tych amerykańskich sposobów postrzegania psa to dodam taka dygresyjkę, że najśmieszniejsze są wypowiedzi właścicieli w stylu:
"Cezarze, oglądaliśmy wszystkie twoje programy, ale nie wpadliśmy na to, że trzeba wyprowadzić psa na spacer ." :P
Myślę że program uczy tez odpowiedzialności w dobieraniu psa, pokazuje jak ważne jest aby rehabilitacja porzuconych często psa odbywała się już na etapie pobytu psa w organizacja ratujących zwierzęta (gdzie u nas jest miejsce na takie działania :( organizacje pożytku publicznego ledwo wiążą koniec z końcem).
W związku z emisją programu Cezara w Ameryce wzrosła liczba pogryzień przez psy ( takie są badania) - to również jest zarzucane Millanowi - tą kwestię zrzuciłabym jednak na poziom intelektualny Amerykanów - którzy jak uczy doświadczenie miewają czasem problemy z odróżnieniem tego co widza w telewizji od tego, co jest możliwe do spełnienia w rzeczywistości :P
Chciałam jeszcze powiedzieć, iż mimo że jestem wielce wyczulona na dobre traktowanie zwierząt to zanim nie poczytałam forów internetowych nie uderzyło mnie nigdy jakoś specjalnie żeby Cezar źle traktował zwierzęta w czasie programu - jego praktyka wydaje mi się podobna trochę do dwóch róznych podejść do dzieci: jedni mówią że jeśli dziecko się czegoś boi to powinno stawić czoła lękowi, inni że ok - skoro się boi to trudno nie musi przecież np latać samolotem skoro się boi wysokości. Kto ma racje? Nie wiem, wiem tylko że zarówno człowiek z lękiem wysokości, który skoczy z bungee może do końca życia mieć koszmary z tym związane, jak i mogę sobie wyobrazić taką sytuację, w której zalękniony człowiek może do końca życia czuć się niespełniony/gorszy/słaby gdyż zabrakło mu siły żeby stawić czoła lękowi - sytuacje są różne, a Cezar dobrą metoda czy nie pomógł setkom psów, które pewnie zostałoby uśpione. A jeszcze dodam że wydaje mi się iż Cezar pracuje często z przypadkami tak zdewastowanych psychicznie psów, którym żadne metody pozytywne nie mogą pomóc - bo to nie ten poziom! Ile można ignorować psa który jest tak wystraszony, że chciałby się schować przed samym sobą... Wydaje mi się że przy skrajnie zniszczonych psychicznie psach metody pozytywne nie mają racji bytu - nie dlatego że są złe tylko dlatego, że nie po to je wymyślono by zajmować się takimi przypadkami. Metody pozytywne są w 100 % skuteczne wobec psów naszych domowych, kochanych, hodowanych - wszyscy popełniamy błędny, które czasem moga doprowadzić do pewnych złych, niepreferowanych zachowań - ale te zachowania wymagają jedynie korekcji.
Na koniec pragnę powiedzieć, że nie chcę aby ten post był odebrany jako pean na cześć Cezara Millana, ale bardziej jako protest na absolutną, bezwzględną krytykę skierowaną w stronę jego metody - bądźmy obiektywni i oddajmy mu czasem to, że wiele wniósł w dziedzinie świadomości ludzi o obcowaniu z psem, ja osobiście byłabym mu wdzięczna tez za zwrócenie mojej uwagi na to jak wielkie znaczenie ma moje zachowanie na psychikę psa i jak wiele złych zachowań psa bierze się tylko i wyłącznie z winy jego własnego właściciela.
Kończąc ponownie:) dopiszę jeszcze, zabawną anegdotę z życia Cezara - mianowicie w zeszłym roku się rozwiódł ze swoją wieloletnią żoną Ilusion, którą czasem mogliśmy oglądać w Zaklinaczu, która uargumentowała swoją decyzję tym, że miała dość tego, iż Cezar spędzał większość czasu chodząc po mieszkaniu na kolanach, szczekając i obwąchując swój tyłek, pomieszkiwaniem 74 psów w ich mieszkaniu. Najbardziej wkurzała ją jednak obsesja Cezara na punkcie kosmetyków do twarzy:) - Cezar większość czasu, który nie spędzał z psami spędzał medytując w maseczce na twarzy :P:P
Tym pozytywnym zabawnym akcentem zakańczam wpis i wszystkich i pozdrawiam!
uffff....
W związku z pojawieniem się tematu Victorii Stillwell w komentarzach, dla chętnych jeszcze zamieszczam link, gdzie można aktualnie obejrzeć jej program (bo nie jest to łatwe, żeby go znaleźć jak zauważyłam :P Zdaje się, że reklamowali ją też niedawno na animal planet (albo HD), kiedyś odcinki były też dostępne na www.vod.onet.pl - ale nie udało mi się za bardzo już ich tam znaleźć teraz).
http://www.veoh.com/watch/v1090245qEpfrdbG/imotd
W stosunku do Millana jestem nastawiona sceptycznie. Poczytałam trochę, z ciekawości obejrzałam kilka odcinków jego programu i stwierdziłam, że więcej nie zamierzam. Na świecie znalazłoby się tylu dobrych behawiorystów, a nagle wszyscy biorą przykład z jednego kretyna tylko dlatego, że ozwał się "zaklinaczem" i narobił wokół siebie szumu.
OdpowiedzUsuńMożna tłumaczyć jego metody za takie, które pomagają pokonać lęk. Ha! Za głowę się łapałam z niedowierzaniem, gdy wepchał dwa dogi siłą do basenu, by "nauczyć je pływać". Nie dość, że były cholernie wystraszone, jeden z nich w dodatku się podtopił i nie obyło się bez interwencji tzw. "zaklinacza". I to ma pomóc? Na zdrowy rozum, nie zdziwiłabym się, gdyby któryś z tych psów nigdy więcej nie zbliżyłby się do zbiornika. Pokazywanie wyższości człowieka nad wszystkim, co żywe za pomocą siły, a zatem pogłębianie lęku może tylko pogorszyć sprawę. W powyższym wpisie mamy tego przykład. Mowa tu o ludziach, ślepo naśladujących wygłupy Millana, przez co, jak sama pisałaś, wzrosła fala pogryzień. I tu nie chodzi wyłącznie o Amerykanów. Nie wolno selekcjonować ludzi w sposób, jak zostało to przez ciebie ukazane. Niezmiernie nie spodobał mi się ten fragment. Gdyby "zaklinacz" miał trochę oleju w głowie, nie dopuściłby do takiej sytuacji. To jest właśnie moim zdaniem jego kretyństwo.
I uwaga: nie tylko Millan zajmuje się przypadkami, w których podejmuje się pomocy psom skazanym na uśpienie. Proszę spojrzeć na pewną Brytyjkę, która również mierzyła się z analogicznymi problemami i rozwiązywała je poprzez szkolenie pozytywne. Program Victorii Stillwell również pokazuje, jak obchodzić się z czworonogiem, uczy zwierzęcej psychiki. Dlaczego więc Millan stał się tak popularny? Co on sobą reprezentuje? To mi tylko uświadamia, że grunt to zrobić z siebie pajaca na wizji. W tym przekonaniu utwierdza mnie w dodatku powyższa anegdota.
A kiedy w programie Victorii był pies typu amerykańskiego akity, który uciekał przed smyczą, a kiedy wyszedł za płot nie był wstanie się ruszyć, tak był wystraszony, kiedy był AGRESYWNY bull, a nie pies który ciągnie na smyczy i jest po prostu niewychowany?
OdpowiedzUsuńZ całym szacunkiem dla pani Stillwell, ale ona zajmuje się skrajnie innymi przypadkami. Pieskami niegrzecznymi, a nie z problemami typu agresja. Pani Stillwell owszem pracuje z psami, które właściciele chcą uśpić, ale często dlatego, że sobie z nimi nie radzą (ot przykład łaciatego pieska, trzymanego w kojcu koło basenu, który wskakiwał na ludzi, którzy zjeżdżali na zjeżdżalni do basenu i który został oddany) i myślą, że pies jest "agresywny", a nie mają doczynienia z faktycznie psem na tyle zdesperowanym/mocnym żeby faktycznie uwalić. Uwalić, czyli ugryźć, a nie kłapnąć zębami.
Nie jestem miłośnikiem, ani fanem Milana, ale wspomniane dogi niemieckie - zauważ, że pod koniec odcinka oba psy pływały... Zauważ jak różnie do nich podchodził, jak jednego psa podtrzymywał (chyba sukę, nie pamiętam dokładnie), a jak drugiemu pozwolił zachować dystans.
Ale pewnie, jak się widzi tylko to, że Milan kłuje psy palcami w bok, i szarpie na smyczy, a czasem przeciągnie psa przez jakąś rzecz, przed którą psi strach jest irracjonalny, to fakt, Stillwell lepsza, z masą smakołyków. Szkoda tylko, że z kantarkiem, który tak pięknie pieski tłamsi. Psychicznie.
Programy Victorii Stilwell też są interesujące (aczkolwiek nieco pretensjonalne są te jej skórzane wdzianka i kabrio - drażnią mnie, chociaz uduchowienie Cezara tez bywa zabawne :P) ale mam wrażenie, że właśnie ona zajmuje się innymi przypadkami zachowań, poza tym zdaje mi się, że z dwa razy obejrzałam program, w którym podjęła decyzje o uśpieniu psa, gdyż metoda zawiodła. Najlepiej znać różne podejścia, żeby wiedzieć, co nam się podoba a co nie. Nie oni dwoje są przecież behawiorystami. Najszerzej dyskutujemy te nazwiska, bo najdokładniej można ich poznać, tv robi swoje - ostatnio czytałam poradnik Jan Fannell, która prezentuje metodę Amichien Bonding - która chyba jest jakąs hybrydą Victorii i Cezara - nie wiem wydała mi się trochę nijaka podczas czytania o niej, ale są i tacy którzy pisza o niej że jest "wyjątkowa" :) więc polecam, zawsze to nowa wiedza.
OdpowiedzUsuńPrawda tez jest taka że w środowisku psiarzy każdy samozwańczo może ogłosić się specjalistą i napisać poradnik, bo jego metoda działa, czasem jednak zdaje mi się, że coś co jednemu wychodzi jest nie do przeskoczenia dla kogoś innego i tak to właśnie jest :) - dlatego ciężko chyba odpowiedzialnie odrzucić absolutnie czyjeś porady - w każdej metodzie znajdziemy coś dobrego.
Chyba pierwszy raz się z tobą nie zgodzę. Ja niestety do Cesara mam stosunek negatywny, wciąż mam w pamięci jego stare odcinki, pierwszą serię... Nie zgodzę się rowniez z tym, że to, co on robi to "dotyk", bo z dotykiem ma niewiele wspólnego...
OdpowiedzUsuńEfekt końcowy jest ważny, ale nie osiągnięty tymi metodami kiedy w wielu przypadkach na prawdę można działać inaczej, mniej awersyjnie. Ja bym swojego psa temu panu nigdy nie dała. Młody by się zamknął w sobie i tyle. Poza tym kopanie psa po słabiźnie i brzuchu - przecież to sa miejsca nieosłonięte przez żadne kości, miękkie i pozostaje mieć tylko nadzieję, że żaden pies nie nabawił się od tego chociazby krwiaków bądź jakichś groźniejszych urazów.
Dla mnie z tego pana można przyswoić dwie rzeczy: równowagę z ćwiczeniami fizycznymi, psychicznymi oraz uczuciami oraz postrzeganie każdego psa jako psa nie człowieka... Kopanie, dławiki wywalić by należało absolutnie i odrazu.
Przyznam, że czasami niektóre psy dochodzą do granicy, z której ciężko byłoby zawrócić je pozytywnymi, ale MASA PSÓW w programie Milana nie potrzebuje tak ostrego traktowania i tak gwałtownych bodźców jakie proponuje im ten pan.
W większości przypadków zresztą to, co on tłumaczy jako uleglość to zwykły stresol - pies denerwuje się sytuacją.
Za duzo widzę psów na kolczatce i automatyku, sfrustrowane z braku ruchu, które jeszcze właściciele kopniakami i szturchaniem w szyję przywołują do porządku...
Ale jedno muszę mu oddać - terapia w sforze jest czymś co mi się strasznie podoba. I to, że Cesar zwraca uwagę na POTRZEBY psa, o których właściciele często zapominają - pies musi się zmęczyć fizycznie i psychicznie, a nie spacerować dookoła bloku :/
Noo.. ta jego sfora to jest mistrzostwo świata, co by o nim nie mówić.
OdpowiedzUsuńBayoo, a jaki problem ma twój pies, że miałby trafić do Cezara? Rzuca się albo panicznie boi się czegoś + do tego jest naturalnie rozpuszczony do granic możliwości i nigdy w życiu nie zaznał dyscypliny? Czy Cezar psa, który panicznie się boi kopie w słabiznę?
OdpowiedzUsuńNo i skąd wiesz, że można działać inaczej? Znasz psy, z którymi on się styka? Wiesz czy w ogóle byłby one w stanie pracować na żarcie albo na zabawkę?
Nie zamierzam go bronić, ale mówić, że coś można robić inaczej, kiedy nie było się w danym miejscu, w danym czasie, nie zna się psa i całej sytuacji - można zawsze. I jest to szalenie łatwe. Absolutnie nie mówię, że jego metody są jedyne, absolutne i że zawsze da się tylko tak jak on, albo zawsze nie da się inaczej niż on.
Widziałam program z dwoma weimarami, gdzie jeden z nich zżerał wszystko ze stołu i potwornie sępił. Jedyne co Milan zrobił to napierał na niego ciałem - bez dotykania, bez słowa, po prostu odprowadzał na pewną odległość od aneksu kuchennego. To nie jest idiota, który w każdego psa wali kolcami, i kopie go po brzuchu, i o dziwo, nie zawsze stosuje sensacyjne, ostre metody. Bo to co zrobił z tym wyżłem pewnie wszyscy przypasowaliby raczej do Victorii niż do niego ;) .
Program telewizyjny to tylko ułamek pracy tych ludzi. W programie trzeba pokazać szybki efekt i najbardziej sensacyjne momenty, a nie faktyczną pracę z psem. Więc wybaczcie, ale przez program telewizyjny dowiedzieć się można co najwyżej jakiegoś ułamku tego, w jaki sposób ktoś pracuje, motywuje, etc.
Gato, ja odcinek z weimarami akurat widziałam. Mimo, że zaprzestałam oglądania programu, zdążyłam zauważyć, że Millan potrafi rozwiązywać problem bez użycia siły. Dlaczego więc wydaje się bardziej polegać na metodach tzw. "starej szkoły", jeżeli widzi, że te bardziej humanitarne dają zadowalające efekty? Pies w końcu nie stresuje tak bardzo, nie przejawia lęku wobec szkolącego. Millan natomiast to przemieszał. Dać cios w bok - nie dać - dać cios w bok- nie dać. Tym samym robi wodę z mózgu i psom, które "pomaga" szkolić, i telewidzom, czynnie śledzącym jego poczynania.
OdpowiedzUsuńZgodzę się z tym, że nie ma na świecie wyłącznie dwóch szkoleniowców. Są inni, wychwalani, polecani, zasłużeni. Mało się jednak o nich mówi, gdyż faktycznie telewizja robi swoje.
Gato, odpowiedz mi tylko, co ma znaczyć twoje pytanie względem Bayoo? Psów idealnych nie ma. Jedne broją mniej, inne bardziej. Nie trzeba mieć do czynienia ze "skrajnym przypadkiem", by mieć pewność, komu powierzyłoby się tresurę psa lub nie. Ja tam Millanowi nie podsunęłabym nawet rybki akwariowej. Czy to znaczy, że moja rybka miałaby być agresywna? To samo zresztą w drugą stronę: psa o zachwianej psychice tym bardziej nie narażałabym na metody tego człowieka, ponieważ to może tylko pogłębić problem.
Gato, do Millana trafiają nie tylko agresory albo totalnie rozpuszczone psy. A ja akurat odnosiłam się do pierwszej serii, początków jego pracy. Plusem jest to, że jego poglądy na szczęście ewoluują.
OdpowiedzUsuńDo Milana trafiają też taki psy jak mój - walnięte na punkcie innych czworonogów, ujmując pokrótce.
A Victoria to ogólnie sztuczny wymysł marketingu, przypadki, które trafiają do niej i do Millana to dwie różne bajki.
Nie wiem, czym dla Ciebie jest "stara szkoła" i dlaczego Millan na niej (?) bazuje.
OdpowiedzUsuńNie uważasz chyba, że w każdym przypadku z którym ma doczynienia ten człowiek można pracować metodami "humanitarnymi". Pies agresor to nie jest to samo co po prostu kradnący żarcie, obśliniony łasuch.
Poza tym znów wracam do tego co już napisałam, program Millana to nie jest program dydaktyczny p.t.: "Jak wyszkolić swojego/każdego pieska", ale telewizyjne show - jeśli ktoś nie odróżnia tych dwóch pojęć to łatwo mu snuć bajki na temat CAŁOŚCI pracy tegoż pana. W show niestety nie jest ważna wartość merytoryczna (a więc to co jest ważne z ptk. widzenia szkolenia psa), ale sensacyjność. A sensacja to z reguły mały ułamek tego, co z psem się robi, aby uzyskać określone zachowanie. On ma się sprzedać, a nie uczyć. W programie pokazują to co się sprzedaje i że jest taka osoba, która rozwiązuje takie i takie problemy z psami. Nie pokazują jak DOKŁADNIE PRACUJE oraz ILE DOKŁADNIE pracuje.
Moje pytanie miało prosty cel - po co chcecie rozważać czy oddałybyście psa Millanowi skoro on nie zajmuje się szeroko pojętymi problemami: "mój piesek nie bawi się zabaweczką", "nie siada" oraz "nie chce warować", tylko nieco poważniejszymi problemami. Jeśli Wasz pies takich nie ma, nie ma po co udawać się do szkoleniowca "ostatniej szansy". Innymi słowy - on nie pracuje z "normalnymi" pieskami (przykładem ten weimar, któremu poświęcono w programie więcej czasu na omówienie jego problemu niż na samo rozwiązanie go). Tym bardziej myślę, że nie macie czego rozważać, jeśli (takie odnoszę wrażenie) nie potraficie dostrzec tego, że ten człowiek jednak potrafi podejść do przypadku indywidualnie.
Marta, może Twoje zdanie o rybce akwariowej zmieniłoby się gdyby rybka chętnie odgryzała paluszki, a nie działałyby na nią smaczusie, zabawusie i inne ciucianie ;) . Za to groziłoby jej uśpienie, a byłaby ulubioną rybką rodziny.