poniedziałek, 23 maja 2011

Klonowanie psów - poznajcie Snuppiego :)

Szukając informacji na zupełnie inny temat, znalazłam (w mojej ocenie) ciekawe artykuły, które natchnęły mnie do napisania tego posta. Możliwe, że wszyscy dawno już o tym słyszeli - ale może okaże się, że i Wy dowiecie się teraz czegoś nowego. Chciałabym w przyszłości zdawać egzamin asystencki i w związku z tym musiałam trochę zainteresować się genetyką, mimo iż przeczy to trochę z moim jakże humanistycznym wykształceniem. Generalnie genetyka nie należy do tematów łatwych nawet dla osób w tym kierunku się kształcących, w związku z czym muszę sobie wszystkie fakty z tej tematyki rozkładać na części pierwsze. Najprzyjemniej przyswajalne są oczywiście ciekawostki,
a jakoże nasza znajoma blogerka  Bayoo :) jest szczęśliwą posiadaczką Afgana to nie mogłam pominąć milczeniem faktu, iż pierwszą sklonowaną rasą jest właśnie Chart Afgański, a stało się to 3 sierpnia 2005 r.( w 8 lat po sklonowaniu owieczki Dolly). Dokonał go zespół koreańskich naukowców pod kierownictwem Wu Sook Hwanga z Uniwersytetu w Seulu. Pierwsze dwa pieski urodziły zastępcze matki Labradorki - przeżyło jedno szczenie, gdyż drugie zdechło w wyniku powikłań zapalenia płuc, jemu właśnie nadano chlubne imię Snuppy ( skrót od Seul National Uniwersity Puppy). Hwang - który urósł do rangi bohatera narodowego pogrążył się, gdyż w 2006r. został oskarżony o defraudacje  pieniędzy i oszustwo w badaniach nad klonowaniem ludzkich zarodków - tylko Snuppy był wynikiem rzetelnych badań naukowych.

I teraz uwaga! genetyczna ciekawostka na dziś: "psie komórki jajowe potrzebne do klonowania  są uwalniane z jajnika do jajowodu na wcześniejszych etapach rozwoju niż u innych ssaków."

PSY SĄ UWAŻANE ZA JEDNE Z NAJTRUDNIEJSZYCH DO KLONOWANIA SSAKÓW.

Klonowania dokonano metodą transplantacji jąder komórkowych pochodzących z komórek ucha psa do  niezapłodnionych komórek jajowych, z których usunięto ich własne jądra. Przy stosowaniu  tej metody często czytamy o użyciu komórek z ucha psa, gdyż jak się okazuje jest to miejsce występowania najliczniej fibroblastów - komórek właściwych tkanki łącznej możliwych do hodowli i namnażania " in vivo".
Badacze sklonowali również czarną Labradorkę o imieniu Marine - która z 92% skutecznością wykrywała raka jelita grubego. Naukowcy zauważyli też świetne wyniki w wykrywaniu czerniaka skóry przez psy. Najlepiej sprawdzają się w tym Labradory i Portugalskie Psy Wodne.

PSY MAJĄ WĘCH OKOŁO 1000 RAZY BARDZIEJ CZUŁY NIŻ CZŁOWIEK.

W 2008 r. tą właśnie metodą sklonowano po raz pierwszy na skale komercyjną psa pewnej Amerykanki amerykańskiego pitbulla uratowanego przez nią ze schroniska (rasa nie jest uznana przez FCI) - pies ten uratował jej niegdyś życie, stając w jej obronie podczas ataku mastifa. Klonowanie udało się aż za dobrze Pani  Bernann doczekała się aż pięciu kopii swojego obrońcy:) Przyjemność taka kosztowała ja 50 000 dolarów i jest niejako ceną promocyjna, gdyż początkowo szacowana była na 150. 000 - ta "obniżka" ma być niejako zachęta dla kolejnych zdruzgotanych odejściem swoich psów właścicieli.

Komercyjne klonowanie psów wykorzystano tez przy namnażaniu psów wykorzystywanych w Korei przez służby celne - zapotrzebowanie na psy wykrywające substancje wybuchowe jest ogromne w związku z jakże realnym zagrożeniem terrorystycznym.
Z technicznego punktu widzenia sklonowanie naszego pupila jest możliwe już dziś - pytanie wciąż aktualne pozostaje tylko czy nas na to stać? Jaka by ta odpowiedź nasza nie była, prawda jest, że do koreańskich naukowców już ustawiła sie długa kolejka chętnych - pierwszeństwo mają jednak klony użytkowych psów służących ukochanej demokratycznej republice! Trzeba zaznaczyć, że możliwości nie są nieograniczone - w 2006 r. naukowcy twierdzili że są w stanie wyprodukować 30 psów, na 2010 r. hucznie zapowiadali że możliwe będzie zwiększenie tej liczby nawet do 200.

W 2009r. opracowano nowa metodę klonowania - z wykorzystaniem tkanki tłuszczowej. Naukowcy tłumaczą że komórki te są bardziej podatne na zabieg transplantacji - skuteczność wzrasta nawet o 20 %, czyli przy wcześniejszej 25 % -owej skuteczności brzmi to całkiem obiecująco dla potencjalnych klientów.
 Co sądzicie o sklonowaniu sobie własnego pupila ( przy założeniu że macie jakieś 150 000 zł na zbyciu- bo tyle to chyba jakoś wyjdzie)? Wierzycie, że zwierzę będzie dokładnie takie jak przedtem?

Ja uważam, że nawet najkochańszego psa nie sklonowałabym - bo to zabiera chyba trochę radości z naszego życia, tego nieznanego, które oferuje nam nowy zwierzak. Śmierć jest częścią naszego życia więc powinniśmy to uszanować. Oczywiście skoro technika daje nam takie możliwości powinniśmy z nich korzystać i zachować do klonowania komórki wszystkich ras psów - żeby kiedyś mogły pomóc na przykład w odtworzeniu ginącej rasy albo w zachowaniu pewnych użytkowych, wybitnych, niezbędnych cech danego zwierzęcia. Z drugiej strony wszystko jest dla ludzi - jeśli kogoś na to stać czemu nie... pewnie sama nie odmówiłabym gdyby ktoś mi zaoferował z powrotem moją sunie..

Biotechnika mknie do przodu nieubłaganie, pomyśleć że wszystko zaczęło się od eksperymentów na psim kle...

czwartek, 19 maja 2011

Cesar Millan - lekarz psiej psychiki?

Oglądacie Zaklinacza? Na początku powiem, że moja przygoda z Zaklinaczem psów rozpoczęła się najzwyklej w świecie :P - włączyłam National Geographic i obejrzałam jeden odcinek, drugi no i podobał mi się coraz bardziej. Uzależniłam się totalnie i chętnie oglądam kolejne odcinki po dziś dzień. Urzekła mnie postać Cezara jako człowieka, który spędził z psami tyle czasu, że oddaje ich mimikę w tak bezbłędny  i jednocześnie przezabawny sposób. Oglądanie oglądaniem  - wiadomo, program ma wysoki budżet, stoi za nim ogólnoświatowy megapopularny kanał tv, w związku z tym widzowie muszą dostać to czego pragną - trochę wrażeń, trochę edukacji no i oczywiście humor i pozytywny przekaz. Program wydaje mi się, że spełnia te wszystkie kryteria.
Sięgnęłam również po pierwszą książkę Cezara no i przeczytałam jednego wieczora ( szału nie robią - już lepiej obejrzeć program, bo Cezas na okrągło powtarza to samo - stay calm, assertive and balanced :))
Moje zainteresowanie jego osobą doprowadziło do tego że postanowiłam poczytać o nim, jako o człowieku i generalnie wygooglować trochę info o nim :) - no i się zaczęło. Szczerze powiem że zdziwiła mnie fala krytyki, którą przeczytałam w internecie na jego temat. Zastanowiłam się nad merytorycznymi wypowiedziami zarówno polskich, jak i zagranicznych internautów. Zarzuty zwolenników pozytywnego szkolenia psów dotyczą głównie stosowanej przez niego metody przywództwa. Cezara krytykuje się za stresujący sposób oswajania zwierząt z ich lękami, wielu internautów oskarża go niemalże o okrucieństwo - ale jeśli ja miałabym wyrazić swoje zdanie na ten temat to wydaje mi się, że to duża przesada - fakt, rozumiem, że te jego praktyki, polegające często na rzuceniu psa na głęboką wodę, czyli konieczność stawienia czoła lękowi może wydać się wyczulonym osobom nieco nazbyt stresująca dla psa, mogą nieco przytłaczać - jednak mi się wydaje że ważny jest też efekt końcowy - mianowicie przyjęcie przez psa określonego stanu rzeczy za normalny i bynajmniej (przynajmniej na wizji) pies jest zadowolony - odzyskuje równowagę umysłu, traci dawną niepewność. Najważniejsze jednak jest to, z jakimi psami Cezar nieraz pracuje - takimi, które nie dostały pomocy ani od treserów ani od behawiorystów. Nawet jeśli nie zgadzamy się z niektórymi praktykami Cezara, uważam, że trzeba mu oddać to, iż wniósł jedną dobrą rzecz do naszego życia - mianowicie zwrócił naszą uwagę i rozpowszechnił konieczność zrozumienia psiej psychologii - wiadomo, że nie odkrył Ameryki swoimi przemyśleniami - jednak moc telewizji jest większa niż specjalistycznych poradników kynologicznych. I jeśli dzięki temu ludzie mogą niechcący oglądając telewizję dowiedzieć się o tym, że ich pies nie jest np ich dzieckiem/ zabawką -  to ja się cieszę, że ten program istnieje. Tak a propos tych amerykańskich sposobów postrzegania psa to dodam taka dygresyjkę, że najśmieszniejsze są wypowiedzi właścicieli w stylu:

"Cezarze, oglądaliśmy wszystkie twoje programy, ale nie wpadliśmy na to, że trzeba wyprowadzić psa na spacer ." :P

Myślę że program uczy tez odpowiedzialności w dobieraniu psa, pokazuje jak ważne jest aby rehabilitacja porzuconych często psa odbywała się już na etapie pobytu psa w organizacja ratujących zwierzęta (gdzie u nas jest miejsce na takie działania :( organizacje pożytku publicznego ledwo wiążą koniec z końcem).
W związku z emisją programu Cezara w Ameryce wzrosła liczba pogryzień przez psy ( takie są badania) - to również jest zarzucane Millanowi - tą kwestię zrzuciłabym jednak na poziom intelektualny Amerykanów  - którzy jak uczy doświadczenie miewają czasem problemy z odróżnieniem tego co widza w telewizji od tego, co jest możliwe do spełnienia w rzeczywistości :P

Chciałam jeszcze powiedzieć, iż mimo że jestem wielce wyczulona na dobre traktowanie zwierząt to zanim nie poczytałam forów internetowych nie uderzyło mnie nigdy jakoś specjalnie żeby Cezar źle traktował zwierzęta w czasie programu - jego praktyka wydaje mi się podobna trochę do dwóch róznych podejść do dzieci: jedni mówią że jeśli dziecko się czegoś boi to powinno stawić czoła lękowi, inni że ok - skoro się boi to trudno nie musi przecież np latać samolotem skoro się boi wysokości. Kto ma racje? Nie wiem, wiem tylko że zarówno człowiek z lękiem wysokości, który skoczy z bungee może do końca życia mieć koszmary z tym związane, jak i mogę sobie wyobrazić taką sytuację, w której  zalękniony człowiek może do końca życia czuć się niespełniony/gorszy/słaby gdyż zabrakło mu siły żeby stawić czoła lękowi - sytuacje są różne, a Cezar dobrą metoda czy nie pomógł setkom psów, które pewnie zostałoby uśpione. A jeszcze dodam że wydaje mi się iż Cezar pracuje często z przypadkami tak zdewastowanych psychicznie psów, którym żadne metody pozytywne nie mogą pomóc - bo to nie ten poziom! Ile można ignorować psa który jest tak wystraszony, że chciałby się schować przed samym sobą... Wydaje mi się że przy skrajnie zniszczonych psychicznie psach metody pozytywne nie mają racji bytu - nie dlatego że są złe tylko dlatego, że nie po to je wymyślono by zajmować się takimi przypadkami. Metody pozytywne są w 100 % skuteczne wobec psów naszych domowych, kochanych, hodowanych - wszyscy popełniamy  błędny, które czasem moga doprowadzić do pewnych złych, niepreferowanych zachowań - ale te zachowania wymagają jedynie korekcji.

Na koniec pragnę powiedzieć, że nie chcę aby ten post był odebrany jako pean na cześć Cezara Millana, ale bardziej jako protest na absolutną, bezwzględną krytykę skierowaną w stronę jego metody - bądźmy obiektywni i oddajmy mu czasem to, że wiele wniósł w dziedzinie świadomości ludzi o obcowaniu z psem, ja osobiście byłabym mu wdzięczna tez za zwrócenie mojej uwagi na to jak wielkie znaczenie ma moje zachowanie na psychikę psa i jak wiele złych zachowań psa bierze się tylko i wyłącznie z winy jego własnego właściciela.

Kończąc ponownie:) dopiszę jeszcze, zabawną anegdotę z życia Cezara - mianowicie w zeszłym roku się rozwiódł ze swoją wieloletnią żoną Ilusion, którą czasem  mogliśmy oglądać w Zaklinaczu, która uargumentowała swoją decyzję tym, że miała dość tego, iż Cezar spędzał większość czasu chodząc po mieszkaniu na kolanach, szczekając i obwąchując swój tyłek, pomieszkiwaniem 74 psów w ich mieszkaniu. Najbardziej wkurzała ją jednak obsesja Cezara na punkcie kosmetyków do twarzy:) - Cezar większość czasu, który nie spędzał z psami spędzał medytując w maseczce na twarzy :P:P
Tym pozytywnym zabawnym akcentem zakańczam wpis i wszystkich i pozdrawiam!

uffff....

W związku z pojawieniem się tematu Victorii Stillwell w komentarzach, dla chętnych jeszcze zamieszczam link, gdzie można aktualnie obejrzeć jej program (bo nie jest to łatwe, żeby go znaleźć jak zauważyłam :P Zdaje się, że reklamowali ją też niedawno na animal planet (albo HD), kiedyś odcinki były też dostępne na www.vod.onet.pl - ale nie udało mi się za bardzo już ich tam znaleźć teraz).

http://www.veoh.com/watch/v1090245qEpfrdbG/imotd

niedziela, 15 maja 2011

Ringówki, łańcuszki, żmijki i inne takie :)

W ramach prowadzonego przeze mnie wywiadu środowiskowego na potrzeby artykułu napiszcie czy mieliście do czynienia z którąś wersją ringówek podczas wystawiania Waszych psów i jakie macie spostrzeżenia na ich temat.

Modlę się o dłuższą chwilkę, żeby wpisać jakiś nowy post, ale trzeba bronić pracę magisterską!

sobota, 7 maja 2011

Czas na poszerzenie horyzontów

Tak sobie czasem myślę, że my tu w Polsce jesteśmy nieprzygotowani wciąż na spełnione życie z psem. Nie mamy kompletnie zaplecza do tego, aby zadbać o psychikę swojego psa. Mam na myśli, że często w ogóle nie przykładamy wagi do tego, aby nasz pies miał swoich psich przyjaciół, aby mógł z nimi beztrosko zabawiać się na zielonej łące... no tak, bo to jeszcze łąka zielona byłaby potrzebna.

Nie poświęcamy naszym pupilom wystarczająco czasu na spacerach i uwagi - pędzimy "na szybkie siku", kiedy satysfakcjonujący spacer poranny dla psa to jakieś 40 minut. Nie szanujemy naszych zwierząt a potem oczekujemy od nich dobrego zachowania podczas naszej nieobecności, co jest myśleniem naiwnym, gdyż nie tylko w świecie ludzi wiadomo, że niedosyt jest przykrym uczuciem - póki go nie zaspokoimy trwamy w stanie nerwowości, niestabilności szeroko pojętej - nie dziwmy się więc jeśli pies wyzbędzie się tego braku równowagi poprzez sponiewieranie naszych ulubionych pantofli...

Celną uwagę w komentarzu zamieściła Bayoo - WYPUSZCZENIE PSA DO OGRÓDKA PRZYDOMOWEGO TO NIE SPACER!
Pieski potrzebują poznawać nowe tereny, nudzi je ciągłe przebywanie w tym samym 5 metrowym ogródku, to tak, jak my byśmy musieli siedzieć non stop w tym samym pomieszczeniu - po tygodniu zna się już każdy zakamarek. Trudno się dziwić, że pies jako zwierzę instynktownie przyzwyczajone do przemierzania regularnie swego wielkiego terytorium ( mówię tu o życiu psa w warunkach naturalnych) po jakimś czasie po prostu stawia sobie za cel ucieczkę z tego znienawidzonego już ogródka i eksplorowanie nowego terenu.

Łzy napływają do oczu, jak widzę nieszczęsne psy wyprowadzane na kawałku trawki oddzielającej jeden tor tramwajowy od drugiego, po którym jedzie tramwaj w przeciwną stronę....
Marzy mi się rzeczywistość, w której na każdym osiedlu na porządku dziennym będzie funkcjonowanie parków dla psów, w których nasze psiaki będą mogły wybawić się, złapać kontakt z innymi psami - po prostu socjalizować się. My ludzie uważamy, że skoro spędzamy dużo czasu z psem ( jeśli w ogóle już dojrzeliśmy do tego, aby faktycznie czerpać przyjemność ze spędzania czasu z psem) to znaczy, że zaspokajamy jego potrzeby towarzyskie. Nie moglibyśmy być w większym błędzie. Nasze psy mają problemy psychiczne często przez to właśnie, że brak im towarzystwa innych przedstawicieli swojego gatunku.... My ludzie też możemy mieć 50 psów, ale nie ukrywajmy, że mimo tego, iż obdarzą nas one wszystkie głębokim, szczerym przywiązaniem i miłością - to nie zastąpią nam kontaktu z drugim człowiekiem.... zatem my też nie bądźmy zbyt zarozumiali i nie ograniczajmy im kontaktów z psami na rzecz np spędzania czasu z gronem naszych znajomych :) pozwólmy im zabawić się z innym psem, bo to dla zwierzaka bezcenne!

CZŁOWIEKU! TWÓJ PIES CIĘ KOCHA, ALE TY I TWOI ZNAJOMI NIE WYSTARCZYCIE MU ZA JEDYNYCH PRZYJACIÓŁ!
PIES POTRZEBUJE MIEĆ KONTAKT Z INNYMI PSAMI!

Oczywiście od każdej reguły są wyjątki :) moja sunia na przykład, gdy widziała na horyzoncie psa z właścicielem podbiegała rozradowana w ich stronę, gdy jednak docierała do nich mijała zwinnie zdezorientowanego psa, który również wychodził jej wcześniej na spotkanie, po czym radośnie zdobywała prawdziwy cel swojej wycieczki, czyli WŁAŚCICIELA pominiętego psowatego :)


Ale tak na serio to chciałam się Was poradzić internauci - co sądzicie o parkach dla psów i hotelach dla psów, dzielcie się swoimi opiniami - sądzicie że to dobry biznes? Znacie ludzi, którzy korzystają z takich instytucji? Są jacyś chętni do współpracy przy założeniu jakiegoś wypasionego parku dla psów w zachodniopomorskim?

Przeczytałam w Gazecie Wyborczej, iż tamtejsi redaktorzy zadali podobne pytanie warszawskim właścicielom psów, którzy odpowiedzieli, że nawet byliby gotowi płacić np ryczałt za możliwość korzystania z takich miejsc, jeśli dzięki temu mieliby z głowy regularne wrzaski matek obawiających się ( czasem przecież słusznie) o swoje dzieci oraz jeśli w miejscu takim zapewniona byłaby czystość, ale całą dyskusję na ten temat zakończyli urzędnicy, mówiąc że owszem to dobry pomysł jednak w takim razie specjalne parki należą się również rowerzystom, rolkarzom lub matkom z dziećmi. Tam mowa jest o parkach miejskich, a raczej przestrzeni dla psów wydzielonej w parku - mowa była głównie o Polach Mokotowskich ( więc podejrzewam, że bez zarządcy, opiekuna rezydującego na miejscu). Jak słusznie piszą internauci w takich miejscach potrzebny jest nadzór profesjonalnego opiekuna, gdyż inaczej zamieni się w pole bitwy a nie sposób na przyjemne popołudnie ( wiadomo że nie każdy pies zachowuje reguły psiego savoir vivru :P). Ważne też, aby powierzchnia parku odpowiadała liczbie wprowadzonych tam psów.
Dlatego wydaje mi się, że o ile pomysł psich parków miejskich może nie spełniać oczekiwań właścicieli o tyle miejsce zarządzane przez osoby znające naturę tych zwierząt mogłyby okazać się może fajnym rozwiązaniem?

Co sądzicie jeszcze o hotelach dla psów, oddalibyście swego psa w takie miejsce (oczywiście przy założeniu że bylibyście pewni, iż ma dobrą opiekę). Na co zwracalibyście uwagę przy wyborze takiego miejsca?

Fajnie byłoby też móc zostawić psa na przykład na cały dzień w takim parku, zamiast zostawiać samego w domu - takie przedszkole lub świetlica dla psów:) - co sądzicie o tego typu miejscach, myślicie, że to ma przyszłość, czy raczej nie ma szans? A może wiecie, że takie miejsca są gdzieś w pobliżu Was, dobrze prosperują a Wasi znajomi regularnie z nich korzystają?
Ja osobiście nie znam żadnego takiego miejsca i nigdy nie słyszałam aby kto mi znany korzystał z takich instytucji, fakt że Koszalin czy Szczecin to nie metropolie, jednak trochę daje to do myślenia o polskim zapleczu psiej opieki. Zauważyłam jednak, że pojawiają się oferty pracy dla osoby chętnej do  wyprowadzenia psa pod nasza nieobecność.

Dzisiejszy post jest adresowany do wszystkich psiarzy - czekam na opinie osób wtajemniczonych w dogomanię!

środa, 4 maja 2011

Wspominki....

Upłynęło 8 miesięcy od odejścia mojej ukochanej bokserczej suni Łatki, stąd też chciałam poświęcić jej dzisiejszy post. Na zawsze zostanie w moim sercu i żałuję każdego dnia spędzonego bez niej. Przejrzałam zdjęcia i z łezką w oku wybrałam te najpiękniejsze oddające wspaniały charakter tego psa, który towarzyszył mi przez większość życia (15 lat!).
Na te wspomnienia wzięło mnie również dlatego, iż niedługo zostanę pańcią  nowego dziecka :) Zdecydowałam się jakiś czas temu na młodą suńkę boston terier

 Niestety w momencie, gdy ją kupiliśmy byłam dosyć mała, bo miałam może z 9 lat, więc nie byłam świadoma przyjemności płynącej z wychowania psa zadanie to spoczywało na rodzicach. Żałuję, że nie mogłam w pełni kształtować jej charakteru, szczerze mówiąc nawet słabo pamiętam te pierwsze lata. Wiem jednak że zawsze była przy mnie w pobliżu i broniła mnie przed całym złem tego świata:), a nawet  tatą :P:P, który mógł przebywać w moim pokoju tylko w jej obecności :P:P

Moje wymagania co do zachowania psów są wysokie właśnie dlatego, że wiem jakim cudownym przyjacielem jest dobrze wychowany pies, a jaką zmorą jest niesforny, nieusłuchany rozrabiaka ( to na szczęście tylko z obserwacji u innych). Oto moja piękność:




w biegu (fotograf ryzykował tu życiem)  :)

terytorialne zapędy, co do wiadra z wodą

 tak zwane formowanie pyska :)

z niewiadomych powodów kopanie plaży należało do jej ulubionych zabaw :)

to prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz kiedy była łaskawa trzymać gazetę w pysku dłużej niż minutę :)


muzyczka gra
 
totalne wylegiwanie
sporty? jasne! ale tylko siatka i noga wchodzą w grę!
Uwaga! Zdjęcia chronione są prawami autorskimi, nie zgadzam się, aby były rozpowszechniane bez mojej zgody. Jest to działanie nielegalne!
 
Bardzo wzruszająca podróż w przeszłość jest czasem potrzebna. Wykorzystujmy każdy dzień z naszymi rodzinami ale też psiakami, bo czasem o nich zapominamy, a nigdy nie wiadomo ile ich będzie. Każda chwila bez nich może być straconą.



wtorek, 3 maja 2011

Agility i inne psie sporty.

Patrze na dzisiejsze relacje między ludźmi i ich psami i jedyne co przychodzi mi na myśl to fakt, że często przypominają one nieudane małżeństwo z przypadku, przymusu. Generalnie nie pasująca do siebie, niefortunnie zeswatana para ludzi.

 Przykry jest dla mnie fakt, że ludzie nieodpowiedzialnie dobierają sobie zwierzaki bez pomyślunku. Zupełnie niesamowita jest dla mnie popularność psów rasy beagle w charakterze psa do towarzystwa, jako że mają wyjątkowo trudny charakter mocno ugruntowany i ukierunkowany jednak na użytkowość łowiecką tej rasy. Takie nierozważne podejmowanie decyzji o wyborze psa skutkuje tym, że już kilka razy miałam okazję spotkać po drodze włóczącego się samopas, zgubionego najprawdopodobniej beagla.

Odbiegłam nieco od tematu przewodniego we wstępie jednak zmierzam do tego, iż pies to nie tylko przytulanka i często nasz pupil jest po prostu za mądry na to żeby leżeć całe dnie na kanapie ( jeszcze sam w domu), w związku z tym nudzi się i zapełnia sobie czas obgryzaniem naszych ulubionych pantofli. Wśród ludzi jest powiedzenie że mądry człowiek się nie nudzi, najwyraźniej ma ono zastosowanie również do psów.
Czemu zatem nie sprawić pupilowi przyjemności i nie potrenować z nim jakiegoś sportu? A może Tobie też brakuje czasu spędzonego na świeżym powietrzu?
Spacery z psem jak podkreślają psi behawioryści najbardziej wpływa na utworzenie głębokich i poprawnych relacji z naszym psem. Ale czemu mamy spędzać ten czas tylko na szybkim porannym spacerku, nie ukrywajmy że często zdarza się tak że wyprowadzanie psa jest dla nas przykrym obowiązkiem którym obciążamy się nawzajem w stylu " byłaś niegrzeczna, więc przez tydzień wychodzisz z psem...". To jest podejście patologiczne!!!!!!
Sporty psie wpływają na świetną kondycję fizyczną psa i człowieka (też musimy się przy tym nieźle nabiegać:)), dodatkowo świetnie kształtują posłuszeństwo psa, jego psychikę, inteligencję no i przede wszystkim budują zaufanie między Tobą i Twoim podopiecznym, co jest podstawą Waszej relacji (ach gdybyśmy stosowali te wytyczne w stosunkach międzyludzkich może i te małżeństwa byłyby jakieś trafniejsze!). Psy kochają wspólne zabawy z opiekunem, w organizmie psa wydziela sie wtedy serotonina odpowiedzialna za prawidłowy sen, apetyt u psiaka - wszystkie jego funkcje życiowe odbywają się poprawnie a piesek jest dzięki temu zdrowy i szczęśliwy, a dodatkowo zapewniona jest jego potrzeba ruchu ( nie utyje) i zapewnione są jego potrzeby intelektualne ( przeszkody w agility ustawione są zawsze inaczej, stąd maluch musi pogłówkować trochę jakby tu z powodzeniem ukończyć zawody )

Psich sportów jest całkiem sporo ( o wiele więcej niż bym pomyslała) : dogfrisbee, agility, obedience, flyball, wyścigi chartów, wyścigi zaprzęgów, cani-cross, bikejoring, coursing a nawet coś o czym przeczytałam po raz pierwszy tańczenie z psem. Pamiętam że był taki czas że również moja sunia wspinała się na moje uda brałam ja za łapki i kręciłyśmy się w  kółko, jednak nie przypuszczałam wtedy że to mógłby być taniec turniejowy :)

niedziela, 1 maja 2011

Zachowanie psa (a raczej wystawcy!) na ringu.

Dziś miałam przyjemność uczestniczyć w Wystawie Psów Myśliwskich i Terierów (w charakterze sekretarza wprawdzie, więc nie miałam zbyt wiele czasu by podziwiać psy - nie wyrobiłam sobie niestety jeszcze wystarczająco podzielnej uwagi). Mam jednak całą gamę obserwacji, co do których póki co nie jestem przekonana czy mam rację, gdyż nie mam skali porównawczej.
Uważam jednak mimo to, że niektórzy wystawcy zachowują się na ringu ( a także poza ringiem) skandalicznie i to w bardzo różny indywidualny dla siebie sposób. Oto kilka zachowań które wzbudziły we mnie przykre obserwacje:

1. Podczas ustawienia psa do opisu niemalże każdy wystawca regularnie podnosił (ba! szarpał, ciągnął itp) psa za lędźwie, które są najdelikatniejszą i najwrażliwszą częścią ciała psa. Sędzina była tym zachowaniem przerażona, a przyznać muszę że sama obserwacja tej praktyki sprawia, że to Ciebie zaczynają boleć okolice pachwin - pies niestety nie może się poskarżyć :/ Wystawcy niestety mają tę praktykę tak ugruntowaną, że mimo kilkukrotnego upominania danej osoby ona i tak ponawiała to niepożądane zachowanie przyprawiając stolik sędziowski o wyraz grymasu na twarzy.

NIGDY NIE PODNOŚ PSA ZA LĘDŹWIE PODCZAS USTAWIANIA PSA PRZED SĘDZIĄ DO OPISU - JEST TO W BARDZO ZŁYM GUŚCIE  I ŚWIADCZY WYJĄTKOWO ŹLE O WYSTAWCY!

JEŚLI NIE UMIESZ USTAWIĆ PSA, POZWÓL MU STANĄĆ W NATURALNEJ DLA NIEGO POZYCJI, NIE SZARP GO, NIE ROZSTAWIAJ MU NA SIŁĘ LĘDŹWI, NAPEWNO SPOTKA SIĘ TO Z MNIEJSZĄ DEZAPROBATĄ SĘDZIEGO.

2. Z przykrością stwierdzam, że wielu wystawców totalnie nie ma pojęcia o wystawianiu psów. Oglądanie osoby która profesjonalnie prowadzi psa jest przyjemnością ( dosłownie na 60 psów może z 3 dostały w opisie oceny notkę "bardzo dobrze zaprezentowany pies"). Prezentacja psa wymaga gracji, chodu dopasowanego do wielkości zwierzęcia. Ważne żeby dobrze zaprezentować pupila w ruchu - setery świetnie prezentowały się na przykład podczas szybkiego kłusu, basety znacznie godniej wyglądały w wolnym truchcie:) - byle nie za wolnym :P

3. Skandaliczne było zachowanie jednej wystawczyni, która na oczach sędziego przy stoliku ustawiając psa do oceny silnie kopnęła sukę w goleń, aby przyjęła pozycję. Brzydkie zachowanie, które powinno skutkować sankcjami dotyczącymi wystawcy ( nie psa!). Może powinno się pomyśleć o takim rozwiązaniu?

4. Muszę wspomnieć również o nieprzyjemnych często komentarzach osób spoza ringu dotyczących wystawianych psów. Rozumiem, że jest wielu samozwańczych znawców psów zwłaszcza ras użytkowych, kiedy z nich korzystają ale właśnie w tym jednym momencie, czyli podczas profesjonalnej wystawy zostawmy ocenę specjalistom, a upust swym myślom daj na blogu - jak człowiek :P

5. Zauważyłam, że sędziowie podchodzą nad wymiar tolerancyjnie do psów wykazujących niezbyt preferowane zachowania - mianowicie wdają się w zaczepki ze współzawodnikami. Ja bym się posunęła już do tezy, że były podczas wystawy sytuacje, w których pies wykazał agresję i nie został zdyskwalifikowany, co więcej otrzymał ocenę doskonałą w eliminacjach, a nawet puchar dla najpiękniejszego psa wystawy... Może ta agresja to jednak zbyt wielkie słowo, jednak te psy weszły w przykrą interakcje, w której jeden chciał po prostu "pogonić drugiego", a nie stało się tak tylko dlatego, iż zachowanie to nieudolnie, lecz jednak szybko zostało skorygowane przez wystawców. Takie sytuacje psują wizerunek wystawie, nie wiem jak powinnam do tego podejść, bo wiadomo, że ci wystawcy płacą za wstęp, wystawa jest lokalna w związku z czym organizatorzy też nie chcą prowokować nieprzyjemnych sytuacji, stąd tez takie postępowanie nie wydaje się być aż tak dziwne, wręcz logiczne.... Mimo to, no... mam wątpliwości czy tak pobłażliwe traktowanie złych zachowań jest pedagogiczne.

6. W literaturze (np Tajemnice wystaw Adama Janowskiego ) często podkreśla się, że bardzo nietaktownym zachowaniem wystawcy jest chwalenie się osiągnięciami psa. Jak się okazało zdarzają się i takie sytuacje, gdyż sama byłam ich świadkiem. Akurat sędziny nie oburzyło takie postępowanie i sama muszę przyznać że pomimo tego wystawca był sympatyczny i dosyć profesjonalny, nie przeszkadzało mu jednak to wspomnieć sędzinie iż właśnie wrócił z innej wystawy i że dostał tam tytuł taki a taki.
Szczerze mówiąc w takiej sytuacji ja bym się zapytała: "A czy pies miał czas odpocząć po Pańskich popisach wystawowych?" (tamta poprzednia wystawa była dzień wcześniej w dalekim przeciwnym końcu polski, tymczasem następnego dnia z rana Pan był już gotowy do prezentacji psa u nas...)

7. Kilka psów nie było przygotowanych na oglądanie im zębów, co wydaje się być standardową umiejętnością wystawianego psa, tymczasem one zapierały się i w panice wycofywały próbując umknąć wystawcy i sędziemu- takie postępowanie również nie groziło dyskwalifikacją.
Rekordem  była wystawczyni psa, która najpierw dała mu smakołyk po czym zabrała się za otwieranie pyska psu. Sędzina prędko powstrzymała ją, gdyż jak bardzo rozsądnie wyjaśniła z punktu widzenia psa wyglądało to tak że daje mu smakołyk, po czym chce mu go wyjąć z pyska :P:P Najzwyczajniej groziło to pogryzieniem jej samej lub sędziego. Przecież wiadomo, że psy nie lubią oddawać smakołyków, które już im daliśmy :)