niedziela, 19 czerwca 2011

O tym, co pies jeść powinien, a czego nie strawi.

Karmienie psów to oczywiście temat na osobną książkę, ja chciałabym tylko zwrócić Waszą uwagę na pożądane dla psiego zdrowia produkty i te klasyfikowane jako śmieciowe.
1. Karma. Nie trzeba nikomu długo tłumaczyć, że nie ma TANIEGO DOBREGO jedzenia. Zbilansowana karma jest droższa o wiele od chappi czy pedigree. Ja używam akurat Royal Canin, ale w literaturze polskiej i zagranicznej bardzo polecana jest Eukanuba. Dobrych karm jest szeroka gama (nie będę wymieniać bo po pierwsze nigdy nie miałam z nimi do czynienia, po drugie od czego są google i sklepy dla zwierząt :P). Dobrą karmę można poznać po tym że nie znajdziecie jej na półce w supermarkecie tylko musicie się po nią bujnąć do sklepu o profilu zoologicznym :). Oczywiście, jeśli "na podtrzymanie" raz na jakiś czas zaserwujecie swojemu psiakowi chappi to nic mu się od tego nie stanie, jednak trzeba pamiętać że długotrwałe stosowanie tej karmy spowoduje spustoszenie w organizmie Twojego psa. Karma ta ma źle dobrane składniki odżywcze - zamiast z mięsa składa się z przetworzonych kopyt i skóry.... nie ma cudów - jak coś jest tanie to na pewno nie dlatego że producent dba o Twoją kieszeń ( jak nie wierzysz - poczytaj etykietkę parówek z netto - na pewno w składzie nie znajdziesz mięsa :P). Pies po pedigree itp będzie miewał problemy gastryczne, niedobory witamin, szybko zorientujecie się o tym, gdyż mocniej zacznie wypadać sierść. Warto o tym pamiętać, gdyż pięknymi przekonującymi reklamami tej właśnie złej karmy jesteśmy bombardowani na codzień i nikt tam nie mówi o tym, że ta karma jest bardziej szkodliwa niż przydatna.

2. Czeklada. Pies nie może jeść czekolady. I to jest często ignorowany przez nas fakt, wydaje mi się że dzieje się tak dlatego, iż kojarzymy czekoladę z otyłością. Myślimy sobie że skoro damy mały kawałek to przecież pies nam nie utyje. Jednak nie tędy droga. Pies nie może jeść czekolady, gdyż jest dla niego toksyczna - kakao, z którego produkuje się czekoladę zawiera substancje teobromminę. Najwięcej zawiera jej oczywiście czekolada gorzka. Pies nie potrafi przyswajać tej substancji, zalega mu w organizmie zanieczyszczając go, gdyż pies nie jest w stanie jej przetworzyć.  Jest to naprawdę realne zagrożenie - uważaj aby twój pies nie chłapnął ze stołu zostawionego przez Ciebie opakowania czekolady. wyliczono że 15 gramów (paczka ma 100g) czekolady może zabić takiego pieska jak chihuahua. Paczka czekolady dla średniej wielkości psa jes sdawką śmiertelną.

CZEKOLADA JEST ZDROWA DLA CZŁOWIEKA ALE TOKSYCZNA DLA PSA.

3. Jajka, ser biały.  Ser jest pełnowartościowym białkowym pokarmem i można nim nawet zastęować mięso. Z jajkiem trochę ostrożniej postępujmy. Dla szczeniaka świetnym dodatkiem może być żółtko z jajka w formie surowej lub ugotowanej - jest to full zestaw wszystkiego co organizmowi potrzeba do szcześcia,, jak na przykład lipidy. Ale nie za często 1-2 razy w tygodniu. Doskonałym źródłem wapnia jest skorupka z jajka - ale przetrzyj ją dokładnie żeby nie poranić przełyku pieska.

NIGDY NIE PODAWAJ PSU SUROWEGO BIAŁKA - NISZCZY WITAMINY Z GRUPY B W ORGANIZMIE.

4. Mięso. Nie podawaj psu smażonego mięsa, a już na pewno nie polewaj psiej karmy  wysmażonym tłuszczem "dla smaku" - uszkadza wątrobę, może doprowadzić do rozstroju żołądka. Bezpieczniej jest podawac psu mięso gotowane, jeśli dajesz surowe to upewnij się że jest świeże. Nie podawaj psu narządów - płucek, nerek, serca - gdyż zawierają szkodliwe dla psa fosforany, tylko mięso z polędwicy, karkówki itp.

5. Kości. Cielęce i wołowe są dozwolone raz na jakiś czas, a w zasadzie to nawet bardzo wskazane- w końcu to naturalne źródło wapnia. Wieprzowe nie bo są za twarde i mogą tamować jelita, w konsekwencji doprowadzić do skrętu jelit niebezpiecznej dla życia psa. Kości z kurczaka tez są złe bo rozpadają się na ostre igły i mogą uszkodzić układ pokarmowy psa. Generalnie uważam że podawanie kości jest dla ludzi o mocnych nerwach bo prawda jest taka że zawsze mogą stanąć psu w gardle i spowodować niepotrzebną tragedie. A jeszcze dodam, że kości cielęce kupowane w supermarketach są często czyszczone jakimiś detergentami czy czymś tam, żeby ładnie wyglądały. Nie polecam też jakichś takich mieszanek dla psów - są to skrawki mięs często obłożonych przyprawami podrażniającymi układ pokarmowy naszego psa i nie zawsze świeżymi. Mięso mielone z kolei jest siedliskiem szybko namnażających się bakterii więc świeżo kupione podawać trzeba natychmiast.

6. Orzechy włoskie. Przeczytałam że powodują wzrost flory grzybiczej układu pokarmowego. NIE.

7. Pamiętaj, aby w misce znalazły się jakieś ugotowane warzywka np marchewka, bo zawierają błonnik, który usprawnia układ pokarmowy psa ( i nasz też! ;>). A jak nie dasz to podje sobie trawki i też będzie dobrze :P
Buraki. Są bogate we fruktooligosacharydy, czyli rodzaj umiarkowanie fermentującego włókna będącego pożywką dla pożytecznych szczepów bakteryjnych zasiedlających jelita, zapobiega rozwojowi szczepów chorobotwórczych bakterii.

8. Leki przeciwbólowe. NIE - paracetamol jest toksyczny!Nie podawaj psu ludzkich leków bez konsultacji z wetem.

9. Czosnek i cebula - zawierają substancje, która niszczy czerwone krwinki, co prowadzi dalej do anemii.

10. Grzyby - nie! Bo sie nauczy i będzie wsuwać jakieś trujące muchomory czy purchawy rosnące pod balkonem.


poniedziałek, 13 czerwca 2011

Syndrom Napoleona.

Małe psy są wśród nas :) Szczerze powiem, że nigdy wcześniej nie pomyślałam, że wielkość psa robi jakąś specjalną różnicę. Mój bokser należał do psów średniej wielkości, bostonka jest zdecydowanie mała, więc jest skala porównawcza. Wszystko wygląda inaczej. Człowiek chodzi po mieszkaniu patrząc pod nogi - czy aby nie zaplącze się gdzieś i na nią nie nadepnie, wsypuje do miski małą garstkę karmy i zastanawia się czy nie dostanie skrętu kiszek, wywróci się popchnięta w zabawie to nerwowo obmacuje się ją, czy aby wszystkie kości pozostały w jednej części, patrzy się też uważniej zanim usiądzie się na fotel. Są też lepsze strony - galeria handlowa? Czemu nie - pod pachę i można iść razem :) Podwórko, na które pies ma zakaz wstępu - idealne, można przysiąść i udawać matkę z dzieckiem :P Masz wrażenie, że zasady dotyczące właścicieli psów "godnej" wielkości przestają Cię jakoś obowiązywać.

Zawsze uważałam, że najpopularniejsze małe pieski Yorki są absolutnie nieznośne, gdyż robią wszystko na co tylko mają ochotę, jazgoczą nieustannie i szarpią się do butów przechodniów, rowerzystów itp. Rzadko widzę też te pieski spuszczone ze smyczy, tak jakby właściciel absolutnie nie był pewien tego czy panuje nad swoim maluchem. Teraz już wiem że wynika to z faktu że małe pieski rozwijają niesamowite prędkości...
Wydaje mi się, że większość problemów z małymi pieskami wynika z faktu, że ludzie sami je ignorują - przynoszą do domu a one żyją własnym nieokiełznanym życiem - bo przecież po co szkolić takiego malucha, co on może narozrabiać. Okazuje się, że może dużo - taki rozjuszony maluch potrafi dokonać zniszczeń podobnych w skutkach do przejścia tornada :)

Ale o co chodzi z tym syndromem Napoleona? Otóż mówi się  o nim w odniesieniu do ludzi, jednak ja postuluję, aby odniesienie takie stosować do zwierząt, gdyż pasuje im o wiele bardziej. W przypadku ludzi teoria ta jest już stopniowo obalana przez kolejne badania. Jak wiemy Napoleon był nienazbyt imponującej  postury człowiekiem, ale przy tym był wspaniałym reformatorem, charyzmatycznym przywódcą, a w opinii niektórych tyranem i agresorem.... Te cechy też weszły do charakterystyki syndromu Napoleona. Mali ludzie w przytoczonej teorii mają niższe poczucie wartości, bardziej muszą się starać aby utrzymać swoje dobre samopoczucie i dobrą ocenę swojej osobowości, ponieważ muszą bardziej się starać, aby zasłużyć na respekt ze strony innej osoby. Często też efektem tych starań jest nadmierne zwracanie na siebie uwagi. Ludzie wysocy w pierwszym kontakcie są uważani za bardziej kompetentnych, rozgarniętych i godnych zaufania, co oczywiści zmienia się wraz z zapoznaniem bliższym tej osoby. Wtedy już postrzeganie jest po prostu obiektywne i właściwe, jednak wiele niskich osób żywi podświadomie urazę do osób, które w pierwszym kontakcie potraktowały je ignorancko. Zatem gdy mówimy o syndromie Napoleona u ludzi, w dużej mierze chodzi tu o ich  emocje związane z odbieraniem przez nich swojej rzeczywistości. Ludzie niżsi byli do niedawna uznawani za prowodyrów bójek - jednak jak pokazują nowe badania to wysocy męzczyźni szybciej tracą cierpliwość. Tłumaczy się to zjawisko tak, że gdy widzimy niskiego pojedynkującego się człowieka to po prostu właśnie jego wzrost przykuwa naszą uwagę rozważamy to i dochodzimy do wniosku że pewnie chce nadrobić swój wzrost natrętnym, agresywnym zachowaniem.

O ile zatem syndrom Napoleona nie do końca jest stosowny do charakteryzowania ludzi, o tyle w świecie zwierząt chyba może sprawdzić się całkiem nieźle przeprowadzono nawet pojedyncze eksperymenty i stwierdzono że mniejsze mieczniki atakują częściej niż większe, ale też prawie nigdy ich nie zwyciężają. W świecie zwierząt wszystko jest prostsze, bardziej przewidywalne. 

Wracając do psów uważam, że małe psy są naprawdę dzielne. Muszą stawiać czoła światu który patrzy na nie z góry - wszystko jest większe, a jednak one znalazły świetny, przebiegły sposób na to, aby kręcił się wokół nich - urok osobisty:) Nikt się ich nie boi, zatem znajdują się w centrum zainteresowania, każdy pragnie ich dotknąć, ale nikomu nie chce się szorować za nimi na kolanach po podłodze i co się wtedy dzieje? Bierzemy je na ręce. Teraz już z najniższego szczebla są na o wiele wyższym poziomie niż inne psy - teraz to one patrzą z góry na świat (i w dalszym ciągu są urocze - a złe duże psy są odganiane najczęściej, żeby nie straszyły małego słodyczka :P).

Ja staram się brać małą na ręce  tylko jeśli jest to konieczne, nie za często w każdym razie. Mam nadzieję zapoznawać ją z dużymi psami (ale narazie takiego jeszcze nie spotkałyśmy :P). Wydaje mi się, że najgorsze co można zrobić to pośpiesznie brać na ręce malucha, gdy zbliża się pies i popadać w ucieczkę, jak robi wiele osób. No i cóż więcej - korygować złe zachowania tak samo jak większych psów konsekwentnie. Jednym słowem postuluję o równouprawnienie małych i dużych psów! Jeśli nie będziemy dla nich dobrymi przewodnikami stada wyrosną z nich mali Napoleonowie, którzy zawładną Waszym domem.

Mały nie znaczy nieszkodliwy! 
Pozdra

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Mamo, tato - kupmy sobie wilka!

Jako że jestem  w maksymalnym stresie, związanym z oczekiwaniem na wynik ostatnich egzaminów, które nie poszły mi zbyt dobrze postanowiłam wysmarować jakąś notkę, aby nie myśleć o jutrze. W moich nogach drzemie sobie Majeczka, która z każdym dniem sprawuje się coraz lepiej (już mogę usiąść i zająć się sobą przez chwilę:P). Jak zwykle tematów w głowie mam kilka ale może zajmę się tym, który zainteresował mnie już jakiś czas temu, mianowicie o zastanawiającej mnie modzie na posiadanie psów mających silnie ugruntowany pierwotny instynkt i wygląd wilka, a także innych drapieżnych zwierząt z grupy psowatych. Do grona domowych pupili dołączyły wilczaki, szakale, krzyżówki psów dingo oraz na przykład śpiewający pies z Nowej Gwinei, który nawet został uznany przez United Kennel Club (UKC), który jest przecież druga największą organizacją kynologiczną na świecie.

Zarówno wilk, jak i pies dingo mogą krzyżować się z psami domowymi, w wyniku czego rodzi się płodne potomstwo. Sytuacja obu jest nieco inna, gdyż o ile wilk pozostał dzikim psowatym, o tyle dingo jest jedynie wtórnie zdziczałym psem domowym. Cechą zdecydowanie różniącą oba psowate jest fakt, że u psa dingo obserwujemy, iż reaguje na ludzkie sygnały, rozpoznaje gesty.
Jak się okazuje znalazły się osoby, które uważają, iż posiadanie w domu dzikiego psa jest trendy i robi wrażenie. Oczywiście wiele osób jednocześnie nie bardzo zdaje sobie sprawę, ze można rozpatrywać psychologię naszego psa domowego na podstawie psychologii stada wilczego, ale rozpatrywanie psychiki wilka w oparciu o nasze doświadczenia  z psami domowymi będzie zgubne - bo to pies domowy wyewoluował z wilka a nie na odwrót... Różnicę miedzy nimi najlepiej określa wierszyk Jean de la Fontaine'a (naśladowany później przez Adama Mickiewicza) pt "pies i wilk". Zaczerpnełam stamtąd często przytaczany cytat powiedziany przez wygłodniałego wilka zdziwionego tym że pies zgadza się na ograniczenie jego wolności w zamian za dawane jedzenie:

"Lepszy w wolności kęsek lada jaki
Niźli w niewoli przysmaki"(Mickiewicz) lub

"- Przywiązują! zakrzyknął wilk. - A więc nie biegasz swobodnie, gdzie tylko zapragniesz?
- Nie zawsze, ale jakie to ma znaczenie?!
- Dla mnie to znaczy więcej niż wszystko inne w świecie. I za tę cenę zostawiam ci twoje jedzenie, a nawet największe skarby."
No właśnie  - przywiązują. A teraz pytanie, co się dzieje, gdy zamyka się takiego dzikiego psa w domu/ na podwórku:
1. Dzikie psowate to zwierzęta terytorialne - sądzę że wprowadzenie jakiegokolwiek zwierzęcia/obcego człowieka może skończyć się źle. Po terytorium wilka nie można sobie łazić jak tylko nam się podoba.
2. Karmienie psowatego karmą dla psów skończy się dla niego tragicznie, bo układ pokarmowy psa domowego mocno się rożni od mięsożernego dzikiego zwierzęcia.
3. Śmiem twierdzić że skoro zwykły York jest w stanie zdominować całe rodziny z wielkim sukcesem, tym bardziej zrobi to tak silny psychicznie dziki psowaty - niebezpieczna może się okazać każda próba wymierzenia mu kary, skorygowanie go - bo o ile York nie jest aż tak przywiązany to pozycji przywódcy, o tyle w stadzie wilka hierarchia jest ponad wszystkim - próba zamachu na przywództwo przewodnika stada spotyka się z surową reakcją - nie zdziwiłabym się gdyby człowiek został zakładnikiem własnego psa.
4. Nawet nie wyobrażam sobie zniszczeń jakie poczyni nasz dziki zwierz gdy zamkniemy go w domu samego - co jak co, ale przemierzanie terytorium to podstawa bytowania watahy - patrolować ją znaczy przetrwać na swoim terenie( pies zrobi zatem wszystko aby wydrzeć się z zagrody).
5. Chodzenie na smyczy - blahahahahaha
(wspomniałam że to Amerykanie gustują szczególnie w tych wilczych hybrydach?? :P)
6. Myślę, że można przygotować od razu sporą kwotę na odszkodowania, które będziemy płacić właścicielom wielu pożartych puchatych małych piesków "upolowanych w ferworze burzących się hormonów".
7. Przytulanie, mizianie i długotrwałe głaskanie skończy się dotkliwym pogryzieniem spowodowanym agresją wywołana przez atak paniki zwierzęcia - zbyt długi kontakt fizyczny ( nie daj boże z obcym człowiekiem!) jest niepożądany.
8. Czyszczenie uszu, kąpiel - blahahahahahahahahahahahahahaahahahhahahaha

Uważam, że trzymanie takiego psa jest zawsze zagrożeniem dla osób trzecich, nie mówiąc już o zwierzętach. Nawet jeśli osoba ma szeroką wiedzę na temat rasy to trzeba zwrócić uwagę że nie ona jedna będzie miała z tym psem do czynienia, oczywiście możemy założyć sytuacje idealną, że będzie żyć sama bez dzieci, rodziny, przyjaciół zapraszanych do domu - tylko nie wiem czy tak się da i czy naprawdę warto rezygnować ze wszystkiego żeby mieć dzikie zwierze w domu... którego jeszcze będzie budzić w nas samych grozę jak dobrze pójdzie :P

Temat jak zwykle jest rozległy, ale wydaje mi się właściwe jeszcze rozróżnić jednak wilczaki od reszty dzikich bestii :), gdyż Wilczaki Czechosłowacki i holenderski Saarlooswolfhond, mimo ze przypominają wilka wyglądem, to charakter ich jest już niejako utemperowany i selekcjonowany pod względem użytkowości i współpracy z człowiekiem (służą jako psy przewodnicy!). Nazywane są często psami rodzinnymi - co tylko potwierdza zanik dzikich instynktów u tych psów. Ciekawa jest historia czeskiego wilczaka, który jest krzyżówką wilka i owczarka niemieckiego (celem było ulepszenie wytrzymałości, węchu oraz stróżujących predyspozycji owczarka). Niestety okazało się, że psy wykorzystywane w straży granicznej zbyt mocno przywiązywały się do jednego właściciela, a gdy strażnik się zmieniał traciły całkowicie swoją użyteczność - pewnych konsekwencji naszych manipulacji naturą nie da się przewidzieć.

Jeśli chodzi o prawdziwego wilka, to wydaje mi się, że jest to gatunek ginący i każde postępowanie z nim jest dokładnie uregulowane rozporządzeniami Ministra właściwego do spraw ochrony środowiska, gatunek ten znajduje się także na liście CITIES (zamieszczonej w Konwencji o handlu ginącymi gatunkami) w związku z tym dobra wiadomość dla wszystkich przyszłych właścicieli wilków - nie musicie tak się głowić co trzeba zrobić, żeby dostać wilka i czy zmieści się w kawalerce - wszystko łącznie z przestrzenią którą trzeba mu zapewnić znajdziecie w prawie :).

Rozporządzenie Ministra środowiska z 16 kwietnia 2003 (załącznik do nr 99, poz. 916 z 4 czerwca 2003) dotyczące minimalnych warunków przestrzennych i hodowlanych dla przetrzymywania zwierząt oraz warunków niezbędnych dla prowadzenia reprodukcji poszczególnych gatunków lub grup zwierząt.

Okazy tych dzikich zwierzaków trzeba zdobyć w odpowiedniej procedurze tylko z rąk uprawnionego pośrednika, okaz musi być zarejestrowany, a właściwy do prowadzenia rejestru jest starosta (nuuuuuudy:P)

Wspomniałam wcześniej o śpiewającym psie z Nowej Gwinei, jest to rasa należąca do psów pierwotnych, blisko spokrewniona z psem dingo, również wyhodowana przez człowieka z upływem czasu po prostu zdziczała. Pieski te mają dosyć kocie ruchy o co charakterystycznego można o nich powiedzieć to to że umieją chodzić po drzewach dzięki specjalnie wykształconym łapkom. Rasa ta została nawet zaakceptowana przez UKC. Z niezbyt wiarygodnego źródła (ale zawsze jakieś!) wiem że jest około 100 zarejestrowanych udomowionych osobników tej rasy na całym świecie.

Jeśli chcesz poznać przedsmak tego, jakby ci się współegzystowało z dingo zacznij od ras psów, które przecież zostały wyhodowane z nich właśnie. W Polsce już bez większego problemu można znaleźć na pewno jakaś hodowle Australian Cattle Dog czy też Australian Stumpy Tail Cattle Dog. Jeśli chodzi o ACD to są długowieczne - zanotowano, że pies tej rasy żył 29 i pół roku! Psy tej rasy mają na tyle dużo krwi dzikich psów australijskich, że na pewno Was nie rozczarują swoim charakterkiem. A jeśli mimo wszystko chcecie dingo to podobno czasem w zoo są wyprzedawane.

Robi sie późno więc czas kończyć posta, szkoda bo pewnie wiele jeszcze możnaby tu napisać...
Chcielibyście mieć dingo na swojej kanapie :D ?

piątek, 3 czerwca 2011

Mam w domu "potwora" :)

Przyszedł ten dzień, którego oczekiwałam już od ponad miesiaca. Wczoraj dołączyła do nas nowa członkini naszej rodzinki  - Maya (wcielenie jakiejś diabelskiej energii - niech nie zwiedzą Was pozory!). Jest u mnie niespełna 24 godziny, aa po prostu ledwo żyję (głownie ze stresu, że coś sobie zrobi).

Pierwszą przypadłością jaka wzbudziły we mnie pewien lęk była czkawka (krótkotrwała na szczęście!) - no ale zasięgnęłam trochę info i okazuje się że nie ma się raczej czym martwić, gdyż u szczeniaków ( do roku życia nawet)  to dosyć normalne - zachłystują sie po prostu powietrzem, gdyż chcą zrobić 5 rzeczy naraz i nazbyt się ekscytują różnymi sytuacjami.

CZKAWKA U SZCZENIAKA TO NIC STRASZNEGO ( ALE ZWRÓĆ UWAGĘ CZY MALUCH NIE NAJADŁ SIĘ JAKICHŚ NIEPOŻĄDANYCH SUBSTANCJI LUB CZY NIE MA ROBAKÓW - TO TEŻ MOGĄ BYĆ POWODY!)

MASAŻ BRZUSZKA POWINIEN ROZWIĄZAĆ SPRAWĘ.

Kolejnym niepokojącym zachowaniem jest, że młoda gryzie sobie łapki, tak lekko wprawdzie - mam nadzieje ze to kwestia za długich pazurków, nie stresu, niektóre faktycznie trzebaby podciąć, więc będę musiała się tym zająć chyba.

Przyznam, że nie pamiętam w ogóle czasów, kiedy moja poprzednia suka była szczeniakiem ( bo sama byłam szczeniakiem). Nie wiem zatem na ile zachowania Mayki są normalne... strasznie też przeżywam każdy jej oddech czy dźwięk, który wydaje.
 Ogólnie mam wrażenie, że jest jej ciągle zimno, w ziemie bez kubraka się nie obejdzie, optymalnym miejscem jest dla niej przestrzeń pod kołdrą :P w zasadzie w ogóle nie musi tam być powietrza :P

Głowię się również nad rozwiązaniem sytuacji jej spania - póki co wygląda to tak, że zasypia tylko wtulona we mnie/opcjonalnie mamę, tatę. Póki co myślę że to bierze się z tego, że wcześniej przebywała ciągle ze swoja mamuśką, ale zdaje sobie jednocześnie sprawę z tego, że trzeba tą pępowinę stopniowo przeciąć w najbliższej przyszłości, gdyż będzie to preludium do problemów z pozostawianiem jej samej w domu.

Młoda jest dosyć dzielna, ładnie chodzi na smyczy (ringówce! - jestem zachwycona). W zasadzie ma na szyi tylko taką luźna pętlę i sama idzie lekko wodzona tym sznureczkiem. Ładnie reaguje na moje "tszyyyyt", którym staram korygować sięjej złe zachowanie.

Martwi mnie nieco, że ma nawyk podnoszenia wielu śmieci, roślinek, drewienek, które znajduje na swojej drodze - obawiam się że coś zeżre niedobrego ( na tszyyyt wypuszcza z pyska, więc liczę że jakoś damy radę się tego oduczyć).

Ogólnie posiadanie szczeniaka jest dość stresujące dla mnie, bo czuję, że to wielka odpowiedzialność (nie wyobrażam sobie jak musi wyglądać wychowywanie niemowlaka!).
Ale...jak to moje szczenie pachnie....aż nie chce się go odkładać..:)