poniedziałek, 13 czerwca 2011

Syndrom Napoleona.

Małe psy są wśród nas :) Szczerze powiem, że nigdy wcześniej nie pomyślałam, że wielkość psa robi jakąś specjalną różnicę. Mój bokser należał do psów średniej wielkości, bostonka jest zdecydowanie mała, więc jest skala porównawcza. Wszystko wygląda inaczej. Człowiek chodzi po mieszkaniu patrząc pod nogi - czy aby nie zaplącze się gdzieś i na nią nie nadepnie, wsypuje do miski małą garstkę karmy i zastanawia się czy nie dostanie skrętu kiszek, wywróci się popchnięta w zabawie to nerwowo obmacuje się ją, czy aby wszystkie kości pozostały w jednej części, patrzy się też uważniej zanim usiądzie się na fotel. Są też lepsze strony - galeria handlowa? Czemu nie - pod pachę i można iść razem :) Podwórko, na które pies ma zakaz wstępu - idealne, można przysiąść i udawać matkę z dzieckiem :P Masz wrażenie, że zasady dotyczące właścicieli psów "godnej" wielkości przestają Cię jakoś obowiązywać.

Zawsze uważałam, że najpopularniejsze małe pieski Yorki są absolutnie nieznośne, gdyż robią wszystko na co tylko mają ochotę, jazgoczą nieustannie i szarpią się do butów przechodniów, rowerzystów itp. Rzadko widzę też te pieski spuszczone ze smyczy, tak jakby właściciel absolutnie nie był pewien tego czy panuje nad swoim maluchem. Teraz już wiem że wynika to z faktu że małe pieski rozwijają niesamowite prędkości...
Wydaje mi się, że większość problemów z małymi pieskami wynika z faktu, że ludzie sami je ignorują - przynoszą do domu a one żyją własnym nieokiełznanym życiem - bo przecież po co szkolić takiego malucha, co on może narozrabiać. Okazuje się, że może dużo - taki rozjuszony maluch potrafi dokonać zniszczeń podobnych w skutkach do przejścia tornada :)

Ale o co chodzi z tym syndromem Napoleona? Otóż mówi się  o nim w odniesieniu do ludzi, jednak ja postuluję, aby odniesienie takie stosować do zwierząt, gdyż pasuje im o wiele bardziej. W przypadku ludzi teoria ta jest już stopniowo obalana przez kolejne badania. Jak wiemy Napoleon był nienazbyt imponującej  postury człowiekiem, ale przy tym był wspaniałym reformatorem, charyzmatycznym przywódcą, a w opinii niektórych tyranem i agresorem.... Te cechy też weszły do charakterystyki syndromu Napoleona. Mali ludzie w przytoczonej teorii mają niższe poczucie wartości, bardziej muszą się starać aby utrzymać swoje dobre samopoczucie i dobrą ocenę swojej osobowości, ponieważ muszą bardziej się starać, aby zasłużyć na respekt ze strony innej osoby. Często też efektem tych starań jest nadmierne zwracanie na siebie uwagi. Ludzie wysocy w pierwszym kontakcie są uważani za bardziej kompetentnych, rozgarniętych i godnych zaufania, co oczywiści zmienia się wraz z zapoznaniem bliższym tej osoby. Wtedy już postrzeganie jest po prostu obiektywne i właściwe, jednak wiele niskich osób żywi podświadomie urazę do osób, które w pierwszym kontakcie potraktowały je ignorancko. Zatem gdy mówimy o syndromie Napoleona u ludzi, w dużej mierze chodzi tu o ich  emocje związane z odbieraniem przez nich swojej rzeczywistości. Ludzie niżsi byli do niedawna uznawani za prowodyrów bójek - jednak jak pokazują nowe badania to wysocy męzczyźni szybciej tracą cierpliwość. Tłumaczy się to zjawisko tak, że gdy widzimy niskiego pojedynkującego się człowieka to po prostu właśnie jego wzrost przykuwa naszą uwagę rozważamy to i dochodzimy do wniosku że pewnie chce nadrobić swój wzrost natrętnym, agresywnym zachowaniem.

O ile zatem syndrom Napoleona nie do końca jest stosowny do charakteryzowania ludzi, o tyle w świecie zwierząt chyba może sprawdzić się całkiem nieźle przeprowadzono nawet pojedyncze eksperymenty i stwierdzono że mniejsze mieczniki atakują częściej niż większe, ale też prawie nigdy ich nie zwyciężają. W świecie zwierząt wszystko jest prostsze, bardziej przewidywalne. 

Wracając do psów uważam, że małe psy są naprawdę dzielne. Muszą stawiać czoła światu który patrzy na nie z góry - wszystko jest większe, a jednak one znalazły świetny, przebiegły sposób na to, aby kręcił się wokół nich - urok osobisty:) Nikt się ich nie boi, zatem znajdują się w centrum zainteresowania, każdy pragnie ich dotknąć, ale nikomu nie chce się szorować za nimi na kolanach po podłodze i co się wtedy dzieje? Bierzemy je na ręce. Teraz już z najniższego szczebla są na o wiele wyższym poziomie niż inne psy - teraz to one patrzą z góry na świat (i w dalszym ciągu są urocze - a złe duże psy są odganiane najczęściej, żeby nie straszyły małego słodyczka :P).

Ja staram się brać małą na ręce  tylko jeśli jest to konieczne, nie za często w każdym razie. Mam nadzieję zapoznawać ją z dużymi psami (ale narazie takiego jeszcze nie spotkałyśmy :P). Wydaje mi się, że najgorsze co można zrobić to pośpiesznie brać na ręce malucha, gdy zbliża się pies i popadać w ucieczkę, jak robi wiele osób. No i cóż więcej - korygować złe zachowania tak samo jak większych psów konsekwentnie. Jednym słowem postuluję o równouprawnienie małych i dużych psów! Jeśli nie będziemy dla nich dobrymi przewodnikami stada wyrosną z nich mali Napoleonowie, którzy zawładną Waszym domem.

Mały nie znaczy nieszkodliwy! 
Pozdra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz